UWAGA! Włączaj tylko po wyłączeniu muzyki na dole menu
2007
sierpien (2)
wrzesień (1)
listopad (1)

2008
marzec (1)
kwiecień (1)
lipiec (1)
wrzesień (2)
listopad (1)

2009
sierpien (1)


---
Ulubieni
eileen-historynight-and-rainsrodziemiekroniki-iloenerinaznaczeni



Night and Rain

Rozdział 2 - przeszłość>> poniedziałek, 31 sierpnia 2009 01:48:56
Witam tu Kamakaj. Zakładam, że ze starych czytelników nikt już tu nie zagląda, gdyż bardzo zaniedbałyśmy opowiadanie i bloga. Jednakże gdyby ktoś tu trafił chciałam przekierować na nową stronę http://night-and-rain.ownlog.com gdzie pojawiają się rozdziały poprawione. Różnią się też czasem treścią gdyż na przestrzeni tych trzech lat, trochę się pozmieniało w naszych głowach ;)

Nowe osoby też bym chciała zachęcić do przeczytania. Nie jest dużo, gdyż tylko dwa rozdziały, niezbyt długie.

Liczymy na szczere opinie :)

Night-and-rain.ownlog.com

komentarze [0]

>> sobota, 22 listopada 2008 09:49:36
lolllll
zapraszamy na http://night-and-rain.ownlog.com

komentarze [0]

UWAGA>> poniedziałek, 29 września 2008 20:37:09
Chciałyśmy zawiadomić, iż niedługo przenosimy się na ownlog.com, ponieważ, jak pewnie wielu z Was zdążłyło sioę domyślić dobiły nas przerwy techniczne na naszym ukochanym mylogu. Adres, jak można się domyślić, będzie brzmiał www.night-and-rain.ownlog.com
Na ownlogu ukażą się z początku poprawioe wersje poprzednich rozdziałów oraz prologu. Prosimy o komentowanie tutaj, na mylogu ostatniego rozdziału. Pozdrowienia, Aire & Kamakaj.

komentarze [1]

Rozdział 6 "Aemonthea">> niedziela, 7 września 2008 22:07:22
Przygotowania do Święta Przesilenia Zimowego, szły bardzo szybko. Elfy pracując razem, przynosiły stoły, szykowały potrawy i ozdabiały ulice miasta. Na już bezlistnych drzewach powieszono piękne, papierowe lampiony. Na każdym z nich była ręcznie narysowana jakaś sytuacja. To spadające liście lecące z wiatrem między dolinami lub elfka grająca na lutni przed zasłuchanym tłumem.
Ulice były sprzątane. Każdy przykładał się do swojej pracy, gdyż Święto Końca Jesieni było dla elfów prawie najważniejszym wydarzeniem w roku, ustępowało jedynie Powitaniu Wiosny. Z całej krainy do stolicy zjeżdżały się wszystkie elfy. Drewniane wozy, konne orszaki i piesi wędrowcy przybywały w olbrzymich ilościach. Wiele domów oferowało swą gościnność podróżnym za niewielką opłatą.
Nie było natomiast żadnych zagranicznych kupców, ani przybyszów. Święto było zarezerwowane wyłącznie dla elfów.
W pałacu również panował tłok i rozgardiasz. Co chwila ktoś krzyczał i zaraz po tym wybiegało na miasto kilku pachołków by spełnić żądanie. Królowa szybko dyktowała Iliaen listę rzeczy do zrobienia i przydziały. Ta szybko spisywała to na kartkach i podawała dalej w obieg.
Kucharze uwijali się przy pracy, gotując tradycyjne potrawy i lekkie przekąski, i sprowadzając wyśmienite trunki.
Jednym słowem. Wszyscy byli szczęśliwi i zapracowani.
Fean zaś bezczynnie siedział w swojej sypialni, bez wyrazu wpatrując się w ścianę. Elfy nie chciały od niego pomocy, którą tak wiele razy oferował. Ignorowały go po prostu i niezbyt uprzejmie kazały mu zająć się sobą. Pewnie większość z nich jeszcze nie wiedziała o tym, że mag pojawi się na uroczystości. Iliaen poinformowała zapewne tylko królową i najbliższych doradców.
-Witam panie... - Fean na dźwięk słów błyskawicznie się odwrócił. W drzwiach stała drobna elfka, uśmiechnięta od ucha do ucha - Królowa chciała przekazać informację, że początek święta Aemonthea został wyliczony na godzinę po zachodzie słońca. Będziemy świętować całą noc, oddając cześć naszej matce - ziemi. Uprasza się też o założenie odświętnych strojów. Czy chce pan coś jeszcze wiedzieć? Postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania.
Mag pokręcił głową, a elfka wyszła cicho z komnaty. Do zachodu słońca zostało jeszcze kilka długich godzin. Fean postanowił, że najlepiej w tym wypadku będzie uciąć sobie drzemkę - zabije czas i do tego podczas tej długiej, świętej zimowej nocy, tak ważnej dla elfów, nie będzie przysypiał. Oparł się więc o ścianę i przymknął oczy, by po chwili zapaść w płytki sen.

***
-Iliaen - powiedziała królowa zimnym tonem - Ostatnio mi się wydaję, że przestajesz być mi posłuszna. Wiesz kim jesteś, więc dlaczego mi to robisz? Potrzebuję cię jako doradczyni, a ty ostatnio nie dajesz mi najlepszych rad...
Iliaen klęczała ze wzrokiem wbitym w posadzkę. Straciła swój zwyczajny spokój. Tu była mowa o jej przyszłości na dworze.
-Pani...? - zapytała elfka i kiedy królowa przyzwalająco kiwnęła głową, wstała i powiedziała - Przepraszam cię, o pani, ale jestem trochę zdezorientowana. Wydaję mi się, że to przez ludzkiego posłańca.
-Nim się nie martw - przerwała jej królowa - Zaraz po Święcie wyjeżdża. Niedługo spadnie śnieg i powrót do ludzkiej krainy, będzie wtedy niemożliwy. A nie chcemy chyba, żeby zostawał na całą zimę. Myślę, że dobrze go ugościliśmy i że przekaże wszystko swojemu królowi.
-Coś się szykuje... – domyśliła się Iliaen - Zbliża się jakaś wojna?
Królowa uśmiechnęła się.
-Nie. Chcę się po prostu ubezpieczyć na przyszłość. Sojusz z ludźmi pomógłby elfom.
-Sojusz z ludźmi! Ależ te dwie rasy trwały ze sobą w napiętych stosunkach od wielu wieków!
-No właśnie, czy to nie za długo? Wiesz, Iliaen - zmieniła temat królowa i odgarnęła krucze włosy z twarzy - Czasami wydaję mi się, że popadam w melancholię. Że przestają mnie obchodzić przyziemne sprawy... Czy to czas abym oddała władzę? Jestem złą władczynią, wszak nie dbam należycie o swoich poddanych. Nie rozumiem ich...
Iliaen milczała i uważnie przyjrzała się królowej. Nie było widać na niej żadnych oznak starzenia się, jednak miała już swoje lata. Nawet jak na elfa. Kiedyś rządziła wespół z mężem, ale został on zabity na bratobójczej wojnie. Królowa bardzo go kochała, jednak szybko otrząsnęła się po tragedii i dobrze władała całym krajem. Jednak, nigdy ponownie się nie zakochała, jak to elfy wierzyła w tylko jedną miłość...
-Iliaen. Mogłabyś wykazać mi swoje przywiązanie i posłuszeństwo podczas Święta Końca Jesieni - królowa znów przybrała obojętny wyraz twarzy, a jej oczy wpatrywały się beznamiętnie w szare niebo za oknem - Najpierw będziesz uczestniczyła w oficjalnym przedstawieniu dworu i w audiencji. W czasie reszty święta, zajmiesz się moim siostrzeńcem, dziedzicem tronu. Chcę abyś sprawiła, by się nie nudził. Możesz na przykład uraczyć go tańcem. Jeśli mu się spodobasz, to może w przyszłości... jeśli nie będzie lepszych kandydatek... zostaniesz jego żoną. Wszak jesteś dość wysoko postawioną figurą i możesz jeszcze awansować.
Iliaen zacisnęła mocno zęby i spojrzała się na królową.
-Tak, pani - powiedziała ledwo słyszalnie - Pozwól, że udam się zobaczyć jak trwają ostatnie przygotowania. Sprawdzę też czy nie przybyli już niektórzy władcy.
Królowa nic nie powiedziała więc doradczyni cicho wyszła z komnaty. Kiedy oddaliła się wystarczająco, zatrzymała się i z całej siły uderzyła pięścią w ścianę. Tracąc swoje zwyczajne opanowanie opadła bezsilnie na podłogę, a jej piękne oczy wyrażały bezgraniczny smutek...

***

Rozległo się uderzenie w gong. Święto Aemonthea zostało rozpoczęte. Elfi lud, poddani nie należący do dostojników dworu ani doradców królowej rozstąpili się, tworząc szeroki szpaler, prowadzący do podium na północnym krańcu olbrzymiej polany. Po chwili po drugiej stronie pojawiło się kilku elfich Strażników – żołnierzy odpowiadających za bezpieczeństwo królowej. Za nimi po kolei szli władcy różnych prowincji Królestwa Elfów – poczynając od tych posiadających najmniejszą władzę. Za nimi dostojnym krokiem szła sama królowa Rinnien. Towarzyszył jej siostrzeniec, następca tronu, książę Enear oraz księżniczka Arilla, jego młodsza siostra. Tuż za nimi podążali arystokraci i członkowie dworu.

***



-A o to - obwieścił herold - Ksiąze północnych krain, Amergin, razem z córką, Isaren i jej małżonkiem Deanem.
Na podwyższeniu stanął niemłody już, postawny elf. Północne krainy były terenem wyżynnym i graniczyły z Wysokimi Szczytami, które zamieszkiwał plugawy lud. Przez stałe zagrożenie z jego strony mieszkańcy północnych krain, zwanych też niekiedy malowniczo Górskim Snem, wyćwiczyli się w wojennym kunszcie i byli uznawani za najlepszym wojowników królestwa elfów.
Książę Amergin, znany był z polowań na górskie stwory. W jego zamku można było podziwiać salę pełną trofeów: rogów, skór, a czasem nawet głów.
Córka jego natomiast była zupełnie niepodobna do ojca. Miała jasne włosy i sprawiała wrażenie bardzo wątłej. Lecz każdy, kto choć trochę interesował się polityką, wiedział, że to ona jest pretendentką do odziedziczenia po ojcu tronu. Mimo niepozornego wyglądu, była bardzo uzdolniona. Nie dość, że urodzona do władania królestwem, to potrafiła również polować, i to z nie mniejszymi sukcesami niż jej ojciec.
Natomiast jej małżonek, zupełnie nie nadawał się na księcia. Był po prostu wędrownym bardem, w którym księżniczka zakochała się bez pamięci, kiedy występował na zamku.
Dean i Isaren trzymali się za ręce i nie zwracali uwagi na kłaniający się im cały elficki lud. Książę Amergin spojrzał na córkę i chrząknął znacząco. Księżniczka westchnęła z rezygnacją, ale pozdrowiła elfy królewskim gestem.
-Przed państwem nowy władca zachodnich połaci, Moeth!
Wszystkie elfy zamilkł w oczekiwaniu na nowego księcia. Właściwie żaden z poddanych go jeszcze nie widział. Ale na podwyższeniu nikt się nie pojawiał. Herold rozejrzał się i zauważając, że tłum się niecierpliwi podjął mowę ponownie.
-Nowy władca...
-Już jestem, jestem!
Na podium wszedł młody elf o dość niecodziennej urodzie. Miał cerę znacznie ciemniejszą od innych przedstawicieli swego ludu i oczy o niespotykanym u elfów czarnym kolorze. Ciemne włosy spiął wysoko srebrną spiną. Podczas gdy wszystkie elfy ubrały się w odświętne stroje, nie mówiąc już o członkach królewskiego orszaku, on miał na sobie jedynie zwykłą białą jedwabną koszulę i obcisłe skórzane spodnie, których nogawki ginęły w wysokich jeździeckich butach.
-Pozdrawiam moich poddanych, w szczególności wszystkie piękne panie! - powiedział i uniósł rękę. Z początku lud nie wiedział jak postąpić, czy to żart czy nie, ale kiedy zobaczyli zdziwioną minę księcia, pokłonili się.
Wschodnie włości zwane były Dziką Krainą. I nie bez przyczyny. Wszystkie tereny obrośnięte były drzewami, które łączyły ze sobą liany i ciernie. Elfy z tamtych terenów znane są z opryskliwości i wrogiego nastawienia. Na wschodzie poprzedni władca nie rozwijał miast i szkół. Pozostawił kraj w niejakiej anarchii co doprowadziło niemalże do upadku państwa.. Teraz został obalony przez swój lud, a nowego księcia wybrała sama królowa, pozostawiając w niewiedzy nawet mieszkańców Dzikiego Kraju. Większość elfów pewnie się zdziwiła, a może zawiodła, widząc takiego lekkoducha na podwyższeniu, sądząc, że nie poradzi on sobie z bałaganem we wschodnich włościach.
Nowy książę zszedł z podium, uśmiechnął się ukazując lśniące, równe zęby, żywo kontrastujące z jego śniadą cerą i czarnymi włosami, i usiadł na przypisanym mu miejscu, pomiędzy innymi władcami.
Królowo czemu go wybrałaś? Przecież to jakiś nieodpowiedzialny dzieciak!
Spokojnie. Wbrew pozorom jest to idealny kandydat na księcia Dzikiego Kraju. Nieraz już mi udowodnił, że mimo młodego wieku i udawanej obojętności, potrafi zadbać o innych. Czasem bardziej niż o siebie. Myślę, a raczej wiem, że podoła temu wyzywaniu. Które mimo iż nie jest łatwe, dla niego nie stanowi trudności. Możemy się spodziewać w ciągu najbliższych stuleci, wielkich zmian na lepsze na wschodzie. I że wschodnie dziedziny przestaną być nazywane Dziką Krainą.

-A teraz władczyni Granicznych Krain, a zarazem dziedziczka południowego królestwa, księżna Mithrelli, razem z oddziałem dzielnych wojowników zwanych Dînelen*.
Na podwyższenie wmaszerował kilkuosobowy orszak. Na jego czele szła potężna elfka. Miała krótko obcięte jasne włosy, przytrzymywane przez ozdobną pozłacaną siateczkę. Na jej twarzy, choć o regularnych rysach i pięknych ustach, widać było zacięcie i wolę walki, przez co większość osób się jej bała. Zwłaszcza przez oczy koloru miedzi...
Za nią po kolei weszło pięciu wojowników. Każdy miał na sobie lekką, skórzaną zbroję z wyszytymi na plecach i napierśniku gwiazdami. Głowy przewiązali granatowymi opaskami, a każdy u pasa miał przypięty identyczny miecz w ciemnoniebieskiej pochwie, na której wymalowano siedem srebrzystych gwiazd. Ten elitarny oddział stał się elficką legendą. Każda młoda elfka podziwiała tych wspaniałych wojowników. Księżna nigdzie nie ruszała się bez nich, a teraz chciała uhonorować ich orderami. Jednak królowa się nie zgodziła przez co Mithrelli była poniekąd zła. Jednak pozdrowiła lud, który nisko się przed nią pokłonił. Oddział Dînelen ustawił się dookoła niej i wyciągnął piękne, srebrno-kryształowe miecze, nad jej głowę, tworząc z nich gwiazdę.
-Elen qa'tha, elen dan, qen no ireal o elen! Świecą gwiazdy, gwiazdy wysoko, niech każdy czci wielkie gwiazdy! oznajmiła księżna i uklękła przed elfickim ludem- Elen wa ora no eia...Każdy elf jest gwiazdą...
Elfy na polanie klęknęły ponownie.
Kiedy cały orszak zszedł z podwyższenia, herold zawołał.
-A oto przed nami wszystkimi, wspaniały książę południowych krain, dziedzic Królestwa Elfów, Jego Wysokość Enear wraz z siostrą, dziedziczką Granicznych krain i miasta na jeziorze, księżniczką Arillą!
Na podium pojawił się piękny elf, o królewskich rysach. Oczy i sięgające nieco za ramiona włosy miał ciemne jak noc. Ubrany był chyba w najwspanialszy strój ze wszystkich książąt i władców obecnych na polanie. Miał na sobie jedwabną, przepięknie haftowaną kremową koszulę ściągniętą wysadzanym różnorakimi klejnotami pasem. Ciemne szerokie spodnie wyhaftowano równie bogato, jak koszulę; gdzieniegdzie w jego stroju lśnił jakiś drogocenny kamień. Na ramiona zarzucił purpurowy płaszcz spięty misterną złotą broszą. Trzymał za rękę malutką, złotowłosą elfkę, która ledwie sięgała mu do pasa. Poruszała się z niesamowitą gracją urodzonej tancerki i uśmiechała się wesoło. Na śnieżnobiałych policzkach gościł rumieniec.
-Chciałbym pozdrowić mój ukochany lud - powiedział Enear - Obiecuję, że kiedy obejmę tron królestwa, będę godnie nim władał i starał się unikać wojen, które niszczą nasz mały świat. Będę się starał podołać waszym oczekiwaniom. To nie będzie tylko moja władza, ale też mojego ludu.
Elfy na polanie skłoniły się nisko.
-Ja również chciałam pozdrowić wszystkie elfy, które zabrały się na wspaniałym święcie Aemonthea - rzekła mała księżniczka.
-A teraz nasza Światłość, Jej Królewska Wysokość, Miva** Rinnien!
Rinnien, kiedy weszła na podwyższenie, wręcz olśniewała urodą. Miała na sobie cudną, złocistą suknię o rozłożystej spódnicy i niezbyt długim trenie, przyozdobioną misternymi haftami z białej i czerwonej nici. Wąska talia królowej została przewiązana szkarłatną szarfą. Urodę twarzy Rinnien podkreślała skrząca się delikatnie, wyglądająca jak pajęcza sieć złota kolia na jej dekolcie oraz wykonany z tego samego kruszcu, przyozdabiany diamentami i rubinami piękny diadem. W długie ciemne włosy królowej zostały wplecione delikatne złote łańcuszki i drogocenne klejnoty odbijające światło lamp. Całości dopełniał purpurowy płaszcz z pięknymi haftami, spięty identyczną broszą, jak ten księcia Eneara.
Elfy zbiorowo westchnęły z zachwytu. Czego jak czego, ale urody nie można było królowej odmówić. Wszyscy skłonili się nisko przed Jej Wysokością.
Rinnien tymczasem z ujmującym uśmiechem na ustach również złożyła pokłon swemu ludowi, choć niezbyt głęboki.
-Moi drodzy poddani - powiedziała królowa - Świętujemy dziś przesilenie zimowe, Aemonthea, dla każdego z nas bardzo ważne. Kiedy to świat zmienia się i przybywa do nas zima razem ze śniegiem. Kończą się ostatnie ciepłe dni, a wraz z nimi żegnamy wielu przyjaciół... Miałam sen. Sen o tych strasznych dniach. O wojnie. Obudziłam się przerażona, ale uświadomiłam sobie, że to tylko przeszłość. Że udało mi się zapanować nad krajem i przywrócić miłość, którym darzyliśmy się za pierwszych dni. Na powrót staliśmy się jak Eleren i Lon, którzy dawali przykład wszystkim jak odpowiednio żyć, by być szczęśliwym i dawać szczęście innym. Jak wydajnie pracować, mając radość z pracy i dając jej owoce innym. Co zrobić by nasze wspaniałe długie życie, nie nużyło nam się i byśmy doceniali każdy jego rok, miesiąc, tydzień, dzień a nawet godzinę, minutę, sekundę... Potrafimy teraz tak żyć. Żyć w pokoju, oddając cześć naturze - naszej matce. Przywitajmy więc Zimę, jako piękną panią, i prośmy by była łaskawa dla nas, i wszelkich leśnych stworzeń. Prośmy by nie zsyłała wielkich śnieżyc i pozwoliła wędrowcom spokojnie dojechać do własnych domów. I prośmy żeby, kiedy nadejdzie, jej pora ustąpiła miejsca Wiośnie - królowa uśmiechnęła się - Widzę wśród was wielu szlachetnych elfów. Tam dalej stoi rybak, dzięki któremu zawsze mamy świeże ryby na zamku, już od ponad dwóch stuleci. A tam drwal, który dbając o naturę i zachowując z nią zrównoważony pakt, ścina drzewa, dzięki którym mamy gdzie mieszkać, i jak się ogrzać zimą. A tu stolarz, który robi najpiękniejsze meble w całym królestwie! - Rinnien zaśmiała się - Każdy z was jest wyjątkowy, wasza praca przynosi wiele radości innym. Dzięki wam nowe pokolenia, będą mogły żyć w dostatku i nie martwić się niczym, mając tak wspaniałe dziedzictwo. Lecz uczcie też swoje dzieci, że nie wolno spoczywać na laurach. Że trzeba dalej tworzyć! Jeśli nie dla siebie to choćby dla innych. Jeśli ktoś z was nie wierzy w siebie, to niech uwierzy w tych co w niego wierzą...- królowa zamilkła i spojrzała po wszystkich elfach, które wpatrywały się w nią z podziwem - Ale zebraliśmy się tu teraz żeby świętować. By oddać cześć. Więc nie traćmy czasu, bawmy się!
Ze wszystkich gardeł wydobył się radosny okrzyk, a królowa roześmiała się wesoło i powoli zeszła z podwyższenia. Kiedy mijała swego siostrzeńca, księcia Eneara, ten rzekł do ciotki:
-Byłaś wspaniała, pani. Jeszcze nigdy nie słyszałem tak pięknej przemowy, a już na pewno nie wygłaszał jej nikt, kto wyglądałby tak olśniewająco, jak ty, Wasza Wysokość.
-Dziękuję ci bardzo Enearze – uśmiechnęła się – Ale odrzućmy na czas Święta protokół i zwracaj się do mnie jak do ciotki.
Książę odwzajemnił uśmiech i skłonił się.
-Wedle życzenia. Pozwól.
Podał jej ramię, a ona je przyjęła i ruszyli wzdłuż tronów książąt i księżnych. Królowa co chwila pozdrawiała któregoś z władców, szczególnie zaś ciepło przywitała się z księciem Moethem.
Kiedy już minęli wszystkich suwerenów Rinnien, szli szpalerem utworzonym z arystokratów, dostojników dworu królewskiego i doradców królowej, ustawionych od najmniej znaczącego do najbardziej. I ponownie Rinnien i Enear pozdrawiali niektórych z nich.
Na samym końcu szpaleru na niewielkim podwyższeniu znajdował się duży, wyściełany miękkimi poduszkami tron, a tuż za nim, nieco z tyłu po lewej stronie stała Iliaen, jako ta najważniejsza z całego dworu, ustępująca tylko królowej i jej krewnym.
Ubrana była skromnie, w bladoniebieską suknię, której jedyną ozdobą był piękny złoty haft na boku spódnicy i szeroka, długa szarfa tego samego koloru, zawiązana w talii. Oprócz tego piękną elfkę zdobił tylko długi złoty łańcuch z diamentem w kształcie siedmioramiennej gwiazdy, zawieszony na szyi i będący oznaką godności Iliaen – najwyższego doradcy, naczelnika Rady Elfów, Newier.
-Kim jest ta elfka? – zapytał cicho Enear, nim zdążyli dojść do tronu.
-To Iliaen, moja najwyższa doradczyni – odrzekła równie przyciszonym głosem królowa.
-Tak, ale w takim razie, dlaczego stoi obok tronu? Myślałem, że to miejsce przeznaczone jest tylko dla dzieci królowej lub króla lub następcy tronu. I poza tym, skoro jest twoją najważniejszą doradczynią, to dlaczego nie spotkałem jej wcześniej?
-Ponieważ podczas dzisiejszego Święta po raz pierwszy towarzyszy mi podczas audiencji. Przez poprzednie lata, tak jak reszta dostojników dworu, miała, hm, dzień wolny od obowiązków. A stoi obok tronu, ponieważ takie było moje życzenie. Ty zajmiesz miejsce po mojej prawej ręce.
Enear skinął głową. Nie zdążył już nic odpowiedzieć, ponieważ dotarli już do podwyższenia. Iliaen zeszła po schodkach na dół i skłoniła się nisko, prawą rękę kładąc na sercu, a lewą dotykając czoła.
-Wasza Wysokość... Miva Rinnien, eno l’ames dhellen o ni ven mire fualle***
-Elna Iliaen, mire l’ames d’ellen o ni mae. ****
Następnie Iliaen powtórzyła ten sam rytuał powitalny z księciem Enearem.
Królowa weszła dostojnym krokiem na podwyższenie i zasiadła na tronie. Dała znak swemu następcy, aby stanął po jej prawej stronie, a kiedy już to uczynił, o to samo poprosiła Iliaen, która zajęła swe poprzednie miejsce, nieco z tyłu.
-A więc – odezwała się donośnym głosem władczyni – Rozpoczynamy audiencję!
Natychmiast część arystokratów oddaliła się, a ci, którzy pozostali ustawili się równo w dwóch rzędach. Za nimi to samo uczyniły elfy niższej rangi, pragnące porozmawiać o czymś z królową, poprosić ją o coś, lub po prostu wręczyć jej jakiś podarunek czy nawet tylko powiedzieć, że wygląda zachwycająco.
Iliaen zadzwoniła srebrnym dzwoneczkiem i pierwszy elf z prawego rzędu podszedł do stóp podwyższenia.
-Miva Rinnien, eno l’ames dhellen o ni ven mire fualle.
-Iver Mean, mire l’ames d’ellen o ni mae. Czego sobie życzysz od swej królowej?
-Wasza Wysokość, pragnąłbym, abyś pobłogosławiła związek mego syna Teara z elną Yoel, córką ivera Nenetha.
-A więc mają moje błogosławieństwo i oby żyli jak najdłużej w harmonii i miłości, która złączyła ich serca.
-Dziękuję, Wasza Miłość.
Rinnien skinęła głową.
-Proszę bardzo. Quel’en, iverze Meanie.
Elf skłonił się i odszedł środkiem szpaleru. Iliaen znów zadzwoniła dzwoneczkiem i tym razem podszedł poddany z lewego rzędu. I tak trwała audiencja. Kiedy elfy składały podarki królowej, Iliaen schodziła z podwyższenia i odbierała je od nich, aby kłaniając się, podać je Rinnien. Wkrótce na stoliku obok tronu piętrzył się stos różnych zwojów z poematami, piękna szkatułka na drobiazgi, wazonik z delikatnej porcelany, przepięknie pomalowany w misterne kwiatowe wzory, biały róg jakiegoś zwierzęcia, drewniane i gliniane posążki, przedstawiające głownie boginię Idaslettę – Matkę Naturę, patronkę elfów, pięknie wyhaftowane serwetki i wiele, wiele innych rzeczy.
Czas mijał, a kolejka czekających na audiencję wydawała się nie zmniejszać ani trochę. Królowa zdradzała już odrobinę znużenie, kiedy to co chwila musiała odpowiadać na takie samo pozdrowienie, błogosławić, dziękować za podarki i uśmiechać się do młodych elfów, które zauroczone pragnęły jedynie prawić jej komplementy. Żaden z jej poddanych nie przyszedł tu z jakimś ważnym problemem. Rinnien z utęsknieniem wypatrywała chwili, kiedy to wreszcie będzie mogła wstać i przyłączyć się do tańczących po drugiej stronie polany elfów, które nie czekały na audiencję.
-Pani... – Iliaen cichym szeptem wyrwała ją z zamyślenia, bo oto u stóp podwyższenia stał elfi wojownik, pragnący, by władczyni pobłogosławiła jego miecz. Wierzył, że dzięki temu stanie się niepokonany. Królowa z westchnieniem spełniła jego prośbę i zmusiła się do poświęcania poddanym całej swej uwagi.
Widać było, że Iliaen również jest już nieco znużona, ciągłym dzwonieniem i chodzeniem co chwila w dół i w górę po schodkach, by odbierać dary dla Rinnien. Tylko książę Enear nie musiał nic robić, tylko po prostu stać obok ciotki. Przyglądał się wszystkiemu swymi bystrymi ciemnymi oczami i czasem oddawał się również marzeniom o tym, jak zmieni Królestwo, kiedy wreszcie zasiądzie na tronie. Wszystko mówiło mu, iż nastąpi to już niedługo. Ciotka i matka postawiły jednak niedorzeczny warunek, iż najpierw musi się ożenić. Skrzywił się lekko. Wedle tradycji i prawa elfów, następca tronu wybierał sobie żonę spośród ludu (to znaczy arystokracji), nie wolno mu było się żenić z elfką królewskiego rodu, ponieważ wszystkie były jego bliższymi lub dalszymi krewniaczkami. Wzruszył odrobinę ramionami. Pomyśli o tym później.
Spojrzał bez zainteresowania na bardzo młodego elfa który wręczał właśnie Iliaen zwój z eposem swego autorstwa dla królowej. Nagle udał, że traci równowagę i chwycił piękną doradczynię za łokieć, niby próbując nie dopuścić do upadku. Po chwili skłonił się.
-Wybacz elno Iliaen, taki ze mnie niezdara... – przeprosił, ale oczy mu się błyszczały, jakby dopiero co udał mu się fortel, który obmyślił sobie wcześniej. Królowa zmarszczyła brwi, ale Iliaen zachowała kamienną twarz, jakby nic się nie stało i wręczyła jej zwój. Rinnien odłożyła go na stolik i odprawiła zuchwałego młodzika.
Enear spojrzał w lewo, na elfkę, ale ona zdawała się być zupełnie nieporuszona całym zajściem. Zadzwoniła dzwonkiem i u stóp podwyższenia stanął nie elf, a człowiek. Jasnowłosy, ubrany w białe szaty mężczyzna trzymał w dłoniach szkatułkę z jasnego drewna.
-Eledhle! – syknął cicho książę – Co to ma znaczyć?
Iliaen rzuciła mu szybkie spojrzenie i odpowiedziała szeptem:
-To posłaniec króla Larcognel w sprawie sojuszu między elfami a ludźmi.
-Sojuszu! - wybuchnął książę, nadal jednak starając się trzymać nerwy na wodze - Dlaczego ja nic o tym nie wiem?!
Rinnien spojrzała na niego ostro, oczami nakazując mu milczeć.
Tymczasem człowiek skłonił się przed królową i rzekł:
-Wasza Wysokość, mój król, Jego Królewska Mość Elsaf Drugi Sprawiedliwy, przesyła ci pozdrowienia, pani, a wraz z nimi przez moje ręce pragnie złożyć ci ten oto drobny upominek.
Wskazał na szkatułkę. Iliaen zeszła z podium i odebrała z jego rąk prezent, a potem przekazała królowej. Rinnien uchyliła wieczko i wyjęła ze środka piękny naszyjnik. Na złotym łańcuszku został zawieszony dość duży, przejrzysty kamień koloru miodu, a w jego środku zdawał się być czerwony kwiat. Rinnien cicho westchnęła z zachwytu.
-Jest przepiękny. Przekaż swemu królowi moje gorące podziękowania za tak piękny podarunek i pozdrów Jego Wysokość.
-Oczywiście, Wasza Miłość.
-Proszę mi jeszcze powiedzieć, cóż to za kamień? Nigdy w całym moim życiu takiego nie widziałam, a jest bardzo piękny.
-To bursztyn, pani. Tysiące lat temu była to żywica, która spłynęła z ranionego drzewa, zatapiając ten czerwony kwiat. Wiele wieków zastygała, aż w końcu znaleźli ją nasi rybacy i sprzedali w stolicy. Handlarz, który ją od nich kupił znajdował się jakiś czas na zamku, a mój król ją kupił. Wyszlifowano ją, tworząc tak piękny kamień i zawieszono na łańcuszku.
Bursztyn, Wasza Wysokość, jest w mojej ojczyźnie bardzo cenny i często osiąga znacznie wyższą cenę niż złoto, a nawet diamenty.
Królowa uśmiechnęła się.
-A więc jeszcze raz dziękuję za tak cenny i piękny podarek.
Mężczyzna skłonił się i odszedł. Rinnien włożyła naszyjnik z powrotem do szkatułki i postawiła ją ostrożnie na stoliku.
-Niniejszym - odezwała się - Zamykamy już audiencję. Dziękuję wszystkim, którzy przybyli, zarówno tym, co dostali się prze me oblicze, jak i tym, którym się to nie udało.
Wstała i opierając się lekko na ramieniu siostrzeńca zeszła z podium i oddaliła się w stronę stołów – zaraz miano podać główny posiłek. Iliaen wydała rozkazy przybocznym, aby zabrali prezenty od ludu do komnat królowej, szczególnie zaś mieli uważać na szkatułkę z naszyjnikiem od króla Elsafa. Po chwili sama udała się za władczynią.
***
Odziane na szaro, przepasane czerwonymi szarfami elfki postawiły na stołach misy pełne plonów jesieni. Fean rozpoznawał tylko rumiane słodkie jabłka i żółte soczyste gruszki. Resztę owoców widział po raz pierwszy w życiu. Zauważył też wielkie złociste bochny chleba oraz całą masę różnego rodzaju bułeczek, to z ziarnami, to słodkie z jabłkami, to brązowawe z cynamonem i wiele innych. Wszędzie pełno było starannie ułożonych piramidek z ciastek, cukierków i pokrojonych w idealne sześciany kawałków różnego rodzaju ciast. Pomiędzy tym wszystkim stały również dzbany z różnego rodzaju napojami, ale mag nie znał żadnego z nich.
Przerwano tańce i elfy zasiadły do stołów, nie czyniąc przy tym najmniejszego zamieszania, każdy znał swoje miejsce. Stół królowej stał na samym środku polany, przeniesiony tam tuż po zakończeniu tańców. Władczyni zasiadła na fotelu ustawionym przy samym środku stołu, po jej prawicy miejsce zajął książę Enear, a po lewicy księżniczka Arilla. Dalej zasiadali najwyżsi rangą dostojnicy dworu. Iliaen zajęła miejsce obok siostrzeńca Rinnien, a obok Arilli siedział miło wyglądający miedzianowłosy elf, z którym wcześniej tańczyła.
Fean zauważył zdążającą w jego stronę jedną z służących. Wstał i uśmiechnął się do niej lekko.
-Panie - skłoniła się elfka - Jej Wysokość życzy sobie, abyś zasiadł przy jej stole.
Poprowadziła zdumionego nieco tym zaszczytem maga do miejsca usytuowanego dość daleko od królowej. Po lewej stronie Fean miał złotowłosą elfkę w pięknej sukni koloru brzoskwini, zaś po jego prawicy zasiadał potężnie zbudowany elf wyglądający na wojownika.
-Jestem Nenaar, generał armii mivy Rinnien – przedstawił się.
-A mnie na imię Fean, jestem posłańcem króla Lercognel, Elsafa i zarazem jego najwyższym magiem.
Nenaar spojrzał na jasnowłosego maga z podziwem. Wśród elfów magowie cieszyli się ogromnym szacunkiem. Generał skłonił lekko głowę na znak szacunku.
-Po raz pierwszy spotykam ludzkiego maga, jestem zaszczycony.
-A ja po raz pierwszy spotykam elfiego generała – rzekł z szerokim uśmiechem Fean – I również jest to dla mnie wielki zaszczyt.
Nenaar odwzajemnił uśmiech.
-Słyszałem, że ma być zawarty sojusz między Lercognel, a moją ojczyzną?
-Nic mi o tym nie wiadomo – zdumiał się Fean – Król Elsaf nie dopuszcza mnie do polityki, którą prowadzi. Ja wykonuję tylko jego rozkazy.
-To dziwne... Myślałem, że i u twego ludu do magów odnosi się z szacunkiem. U nas nie do pomyślenia byłoby traktowanie jednego z nich jak służącego i posłańca.
-Oto kolejny przykład różnic między elfami a ludźmi.
-Tak...
-Przepraszam... – rozległ się łagodny kobiecy głos. Obaj odwrócili głowy w lewo, patrząc na jego złotowłosą właścicielkę. Elfka w brzoskwiniowej sukni uśmiechnęła się promiennie do Feana.
-Usłyszałam przez przypadek kawałek waszej rozmowy. Chciałabym się upewnić, że naprawdę jesteś magiem, panie, czy się nie przesłyszałam.
-Słuch cię nie zawiódł, elno Aryanno – rzekł Nenaar – Masz przed sobą maga z krwi i kości. Pozwól, że ci przedstawię Feana z królestwa Lercognel, najwyższego maga króla Elsafa.
Panie, oto elna Aryanna, członkini Newier – Rady Elfów. Jest jedną z doradczyń królowej Rinnien.
-Pozwól, że uzupełnię ivarze Nenaarze, iż jestem członkinią Newier od niedawna i mój głos nie znaczy tam tak wiele jak choćby elny Lieth.
-Kim jest elna Lieth? – zapytał Fean. Nenaar dyskretnie wskazał mu palcem miedzianowłosą elfkę zasiadającą na szóstym miejscu od królowej.
-Odpowiada za porządek pośród służby. Wydaje jej rozkazy i utrzymuje ją w ryzach.
-A elna Iliaen? Za co ona odpowiada? – Fean zadał pytanie, które trapiło go już od dłuższego czasu. Aryanna westchnęła.
-Trudno określić jednoznacznie jej funkcję, ponieważ robi chyba wszystko możliwe. Nie ma na dworze osoby bardziej zapracowanej niż ona i jednocześnie nikogo królowa tak nie ceni jak jej. Podlegają jej wszyscy prócz samej mivy Rinnien, ale nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, kiedy elna Iliaen wykorzystałaby źle swą władzę.
-I świetnie walczy – dodał Nenaar. Fean skinął lekko głową, potwierdzając, że wie, o co chodzi.
-Widziałem ją któregoś popołudnia, jak trenowała.
-Naprawdę? – zdumiał się elfi wojownik – Ależ ona nigdy nie trenuje! Nie zdarzyło mi się jeszcze zobaczyć, jak ćwiczy, chociaż mimo to jej umiejętności nigdy chyba nie słabną.
-Ivarze, pewnie było to wtedy, kiedy elna Iliaen została ukarana.
-To możliwe – przytaknął Aryannie elf.
Rozmawiali jeszcze potem na różne tematy, ale Fean odzywał się tylko z rzadka, skupiony na przyglądaniu się wszystkiemu co działo się na polanie.


***

Iliaen zmusiła się do uśmiechu. Książę Enear, obok którego siedziała, cały czas zabawiał ją rozmową, przy okazji usługując jej przy stole.
-To dziwne, pani, że się wcześniej nie poznaliśmy. Skoro ty jesteś najbliższą doradczynią mej ciotki, a ja następcą tronu...
-Zazwyczaj podczas świąt i oficjalnych uroczystości nie trzymałam się blisko Jej Wysokości. Dopiero teraz poprosiła mnie, bym jej towarzyszyła.
-Nawet jeśli tak było, to nadal jestem zdumiony, iż na przykład nie spotkaliśmy się gdzieś w pałacu...
Elfka wzruszyła lekko ramionami.
-Naprawdę ja również nie wiem, jak to się mogło stać.
-Powiedz mi, pani, kim jest ten Eledhle, który na dodatek siedzi przy stole królewskim?
-Panie, już mówiłam, jest to posłaniec króla ludzi, ale nie zwyczajny posłaniec, bo przybył tu z pismem od króla Elsafa w sprawie sojuszu. Jest więc traktowany z najwyższymi honorami, ponieważ Elsaf nie wysłałby kogoś, komu nie ufa z tak ważnym pismem.
-Sojuszu... Co to za sojusz? I dlaczego nic mi o tym nie powiedziano?
Iliaen wzruszyła lekko ramionami.
-Nie wiem na czym ma polegać. Sama dowiedziałam się o tym dopiero dzisiaj. Musisz się, panie, zapytać królowej, to ona prowadzi negocjacje.
-A nie omieszkam tego zrobić, nie omieszkam...
W tej chwili odezwała się królowa:
-Cóż, moi drodzy. Chyba dość już się najedliśmy... A więc czas na tańce!
Wstała z miejsca, a wszyscy poszli za jej przykładem. Rinnien zaklaskała w dłonie i pojawili się służący, którzy w mgnieniu oka odnieśli gdzieś krzesła i ustawili stołu jeden przy drugim. Po nich przyszły służące, zebrały resztki jedzenia i przyniosły świeże posiłki, a także dzbany z napojami. Wszystko to trwało zaledwie kilka minut i już po chwili rozległa się skoczna melodia, zapraszająca do tańca.
-Pani... Zechcesz zaszczycić mnie tańcem? – zapytał Enear. Iliaen skinęła głową, zgadzając się, choć wcale nie miała na to ochoty. Podała księciu dłoń i po chwili tańczyli żywy, skoczny elfi taniec, chociaż doradczyni pragnęła jak najszybciej znaleźć się zupełnie gdzie indziej, najlepiej w swojej komnacie.

***

-A teraz, wystąpi przed nami zespół elfów Wysokich, które zachwycą nas swoją piękną muzyką!
Na scenę weszły dwie smukłe i złotowłose elfki. Jedna trzymała w rękach drewnianą fletnię. Stanęły na środku sceny i ukłoniły się nisko. Po chwili doszło do nich dwóch elfów. Pierwszy, czarnowłosy, miał ze sobą lutnię. Ostatni, który wszedł na scenę był najwyższy ze wszystkich, brązowe długie włosy, przepasała złota opaska.
Kiedy Fean zobaczył tą czwórkę wchodzącą na scenę, znieruchomiał. Ten sam kwartet grał gościnnie siedemdziesiąt sześć lat temu w biednym ludzkim miasteczku. Mały, ledwo pięcioletni, chłopczyk wpatrywał się wtedy w elfy z otworzoną szeroko buzią i oczami, gdyż tak były inne od wszystkiego co się na co dzień widywało. Tworzyły wokół siebie magiczną atmosferę, swym wyglądem jak i grą i śpiewem. Ludzi podziwiali piękne istoty, które potrafiły tworzyć tak niesamowitą muzykę. O tym koncercie powstało potem wiele opowieści, lecz ludzie i tak nie potrafili dobrze opisać słowami, tego co tam się naprawdę działo. Po policzkach małego chłopca płynęły wtedy łzy wzruszenia, zostawiając na brudnej twarzy jasne smugi. Fean zamrugał kilka razy odpędzając wspomnienia. Mag ponownie zauroczył się muzyką. Szybko wydobywające się dźwięki z drewnianej fletni, przeplatały się ze wszystkimi najmilszymi wspomnieniami, kiedy to jako dziecko, razem z matką, śmiał się i spacerował razem po mieście. Następnie smutna melodia lutni, przywołała obrazy śmierci najbliższych, rozstań, pożegnań i łez. Kiedy elfka zaśpiewała, świat jął zamieniać się w krainę, gdzie wiodło się życie spokojne, bez zmartwień i trosk. Gdzie nie docierały okrucieństwa świata. Gdy dołączył miękki męski głos, a wszystkie dźwięki złożyły się w harmonijną całość, każda myśl odeszła gdzieś daleko. Pozostała tylko muzyka, żywo rozbrzmiewająca w głowie maga. Błogość zdawała się trwać wiecznie, jednak pieśń została zakończona długim, przeciągniętym akordem głosów, zdawałoby się, zawieszonym w powietrzu.
Fean ocknął się z transu i zobaczyła elfy dookoła siebie, głośno wiwatujące na cześć muzyków. Wiele z nich płakało. Mag spojrzał jeszcze raz na kłaniających się artystów i od razu pomyślał, że musiała być jakaś magia w tej pieśni.
Wyszedł z tłumu i stanął oparłszy się o grube drzewo. Stał chwilę i rozglądał się dookoła. Święto było naprawdę niesamowicie przygotowane. Wiele elfów musiało włożyć swą pracę by tak zgrać wszystko z przyrodą i dodać uroku bezlistnym drzewom. Mag westchnął głęboko i usiadł na ziemi, która była ożywczo chłodna. Wszędzie porozpalano ogniska, na długich sznurach wisiały lampiony, a na ziemi i stołach stały świece, więc mimo późnej pory było ciepło. Fean zamknął oczy i ręką zebrał odrobinę wieczornej rosy osiadłej na trawie. Nagle poczuł obok siebie ciepło i szybko otworzył oczy. Obok niego przykucnął elf. Ciemnowłosy z ciemnoniebieskimi oczami. Uśmiechał się przyjaźnie, a nie tak jak inni członkowie tej rasy, patrzył krzywo.
- Witaj człowieku - powiedział melodyjnie - Czy raczej powinienem raczej powiedzieć magu?
Fean zdumiał się lekko, ale potem zaczął przyglądać się elfowi dokładniej. Tak jak przypuszczał był to członek kwartetu, który właśnie przed chwilą odbywał koncert.
-Witaj - odpowiedział Fean kiwając głową z szacunkiem.
Elf uśmiechnął się szerzej.
-Pamiętam cię, wiesz? – powiedział - Pamiętam kiedy jako małe dziecko słuchałeś i jako jedyny płakałeś, kiedy dawaliśmy koncert. Teraz znów cię zobaczyłem i postanowiłem porozmawiać. Już wtedy wyczułem w tobie moc, Teraz jest jeszcze większa, lecz czemu ją tłumisz?
-To moja sprawa - Fean postanowił nie zwierzać się elfowi, mimo iż był miło nastawiony.
-No trudno. Więc co myślisz o naszym święcie? Jesteś chyba pierwszym człowiekiem od stu lat tutaj. Nie wiem kto cię zaprosił, ale musisz mu bardzo podziękować, gdyż jest to wielkie wyróżnienie.
Fean pomyślał o Iliaen, której jeszcze nie widział tego wieczoru.
-O czym była ta pieśń? - mag zmienił temat - Mimo iż władam magią nie mogłem zrozumieć jej słów.
Elf spoważniał.
-Była to stara opowieść o wojnie z ludźmi. Połowa elfów została wtedy wybita. Zresztą wielu ludzi też poległo - elf zamilkł na chwilę - Zazwyczaj nie wspominamy tego. Właściwie w ogóle, tylko ta pieśń trzyma w sobie wspomnienia tamtych czasów.
-Jeżeli nie chcesz, nie musisz mi mówić szczegółów, jeśli sprawia ci to ból - Fean doskonale rozumiał co znaczyła okropna przeszłość.
Elf uśmiechnął się.
-Nie. Nie będę mówił. Ale to już było dawno i mimo iż rany były dotkliwe, jakoś udało nam się wygrzebać z tego. Nasz lud powinien się w końcu przełamać... A tak w ogóle to chyba się nie przedstawiliśmy. Jestem Caron, podróżny śpiewak, przedstawiciel rodu elfów Wysokich.
-Fean. Naczelny mag królestwa ludzi i króla Elsafa.
Caron wstał.
-Wysoko się dostałeś Feanie, lecz uważaj na to by nie torować sobie drogi do sukcesu na porażkach innych - mag nerwowo zakaszlał - Uważaj też na to co mówiła nam królowa. By nie spoczywać na laurach. Teraz muszę iść, gdyż szykujemy się do kolejnej części koncertu. Bywaj Feanie! Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się zobaczymy.
Elf podniósł rękę w pożegnalnym geście i pobiegł w kierunku sceny, gdzie reszta zespołu już na niego czekała.
Fean odpowiedział pozdrowieniem i wstał. Przeciągnął się i poszedł w kierunku długiego stołu, gdzie było rozłożone jedzenie i picie.
Koło stołów stała grupka elfów, które żywo konwersowały ze sobą i co chwila wybuchały głośnym śmiechem.
-Witaj Eledhle! - krzyknął jeden do Feana - Chodź, przyłącz się do rozmowy!
Mag był trochę zbity z tropu tym dziwnie dobrym humorem elfów, ale właśnie obok nich znajdowała się wielka misa, której zawartość chciał poznać. Więc mimo lekkiej niechęci podszedł do elfów.
-O Eledhle - mówili między sobą głośno - Witaj Eledhle! O najjaśniejsza spośród ras -powiedział jeden i nisko ukłonił się, a ręce przy tym złożył w obraźliwym geście.
-Och uspokój się - szturchnął go ten co zapraszał maga do rozmowy - Hehe, przepraszam cię za niego, Eledhle - Elf czknął i zaśmiał się ponownie - Spróbuj naszego najlepszego trunku, nieznanego jeszcze żadnemu nie-elfowi. Oto Gleafindria.
Fean westchnął zrezygnowany, widząc jak pijane są elfy. Ale nęcony pięknym zapachem, kwiatów i korzeni, podszedł do misy. W środku znajdował się trunek, niesamowitego niebiesko-turkusowego koloru. Był tak czysty, że nie było można rozpoznać z czego się składał.
-No dalej, Eledhle, nabierz trochę do pucharu i spróbuj - elf wciąż zachęcał, ale Fean nie był do końca pewien.
W końcu nie wytrzymał i z czystej ciekawości smaku, nabrał odrobinę trunku do metalowego naczynia.
-No przecież nie umrę - powiedział do siebie i przechylił odrobinę puchar.
-Nie wiesz, jak się mylisz - mag usłyszał za sobą znajomy głos i zamarł w pół ruchu - To jest Gleafindria, elfia wódka - powiedziała beznamiętnym tonem Iliaen - Ludzkie trunki, dla nas są za słabe. Wasza wódka jest dla nas jak woda. Elfy stworzyły swój własny alkohol -doradczyni uśmiechnęła się półgębkiem i nieładnie - Wypicie, go dla człowieka, może skończyć się śmiercią...
W czasie gdy Iliaen mówiła, Fean powoli i z niesmakiem odkładał puchar na stół. Ukradkiem zobaczył, że elfy, które uprzednio z taką chęcią namawiały go do spróbowania trunku, już dawno zniknęły w tłumie. Mag zmarszczył czoło, ale po chwili miło się uśmiechnął.
-Dziękuję, droga Iliaen, że mnie ostrzegłaś - powiedział kłaniając się głęboko - Gdyby nie ty, pewnie bym już nie żył.
Iliaen skrzywiła się.
-Pewnie tak, ale to nie byłaby duża strata. Cóż by znaczył jeden człowiek, co z tego, że mag... Jest was tak wiele, że trudno zliczyć! - Ton elfki był tak przesycony złością, że Fean aż się wzdrygnął - Nie zrobiłoby to różnicy gdybyś umarł!
Fean nie wiedział co powiedzieć. Iliaen właśnie życzyła mu śmierci.
-Taak?
Głupia odpowiedź maga, zbiła trochę z tropu elfkę, która zająknęła się i zamilkła, patrząc jedynie na Feana.
-Naprawdę? - kontynuował mag, używając, nawet w takiej sytuacji, ugrzecznionego języka -Nie wiedziałem, pani, że jesteś tak wrogo nastawiona do mnie. Nic chyba złego nie zrobiłem, a to co powiedziałaś, zabolało. Nie przypominam sobie, żeby ktoś inny życzył mi rychłej śmierci - Życzył. I to za każdym razem. Za każdym razem kiedy to się powtarzało
-Gdybym był kimś innym, twoje zachowanie pewnie zagroziłoby sojuszowi między elfami, a ludźmi. Powinno, więc cię ucieszyć, że już pojutrze wyjeżdżam. Nie będę ci sprawiać więcej kłopotu, pani.
Iliaen wpatrywała się wrogo w maga.
-Dla mnie ty i twoje słowa nic nie znaczą - powiedziała spokojnie, odwróciła się i lekkim krokiem odeszła.
W niebieskich oczach Feana zabłysnął, srebrny ognik, ale po chwili zniknął, a mag usiadł na trawie, krzyżując nogi i zaczął się przyglądać bawiącym się elfom. Teraz podczas tej uroczystości zachowywały się dokładnie tak, jak we wszystkich opowieściach i legendach, których niezliczone ilości wysłuchał w dzieciństwie. Tańczyły żywo pośród śmiechu, radości, śpiewu i muzyki, a ich oczy błyszczały niesamowicie. Fean dostrzegł królową wirującą wraz z jakimś ciemnowłosym elfem, dumnym do przesady z faktu, iż tańczy z samą Rinnien, który jednak nie zorientował się do tej pory, iż władczyni dworuje sobie z niego.

Wyglądająca na sześcioletnią dziewczynkę księżniczka Arilla, pretendentka do tronu tuż po swoim starszym bracie, księciu Enearze roześmiana tańczyła z wyglądającym bardzo miło szarookim elfem o kasztanowych włosach, przetykanych jednak pasmami miedzi.

Fean uśmiechnął się. Całym ciałem wyczuwał obecność magii, choć rzadko który elf potrafił naginać ją do swojej woli i kształtować. Po prostu same elfy były istotami przepełnionymi magią, podobnie jak magowie.

Rozmyślając o magii, przypomniał sobie nagle swoją „przemianę”. Powrócił do chwili, kiedy to będąc piętnastoletnim zaledwie wyrostkiem stanął w Okrągłej Sali w Wieży Pierwszego Maga przed zgromadzeniem pięciu magów reprezentujących pięć różnych kontynentów. Przepełnione magią igły Mistrza Tatuaży przekłuwały skórę na ramionach i piersi młodego Feana, uwalniając magię zawartą w jego sercu i umyśle. Zostawiły trwałe ślady w postaci dziwacznych i zawiłych wzorów, które od tamtej chwili przez siedemdziesiąt dwa lata towarzyszyły jasnowłosemu magowi. Usłyszał w głowie głos Mędrca: „Oto wypełniła cię niesamowicie potężna fala magii z twego serca i umysłu, ale jest niczym w porównaniu z ogromem magii twej duszy, chłopcze. Lecz tą będziesz musiał odnaleźć sam i sam ją uwolnić. Tkwi w tobie więcej „mocy” niż moglibyśmy sobie wyobrazić. Idź i wykorzystaj ją w służbie dobru”
Feanowi do tej pory nie udało się uwolnić magii duszy, wiedział jednak, że tkwi w tym wszystkim zagadka, którą każdemu magowi przeznaczone jest kiedyś rozwiązać.
Z zamyślenia wyrwał go cichy syk dezaprobaty. Odwrócił się i ujrzał przed sobą księcia Eneara. Elfi monarcha patrzył na jasnowłosego maga z grymasem obrzydzenia na przystojnej twarzy i pogardą w ciemnych oczach.
-Co na mojej uroczystości robi jeden z Eledhle? – zapytał, a jego głos aż ociekał jadem. Mag nie zważając na tę jawną obrazę, skłonił się głęboko i przedstawił się:
-Jestem Fean, najwyższy mag z królestwa Lercognel, posłaniec króla Elsafa. Zostałem zaproszony na to wspaniałe święto.
-Nie wierzę w to. Któż miałby cię zapraszać, Eledhle?
-Uczyniła to elna Iliaen, doradczyni Jej Wysokości Rinnien.
-W to tym bardziej nie uwierzę. Elna Iliaen nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego. Nie jest miłośniczką twej rasy, Eledhle.
Enear uparcie obdarzał Feana pogardliwą nazwą ludzi. Widać było, że i on nie pała miłością do śmiertelników.
-A jednak, Wasza Wysokość, zrobiła to. A o jej uprzedzeniach do ludzi nigdy nie słyszałem, choć znam ją bardzo krótko.
-Zbyt krótko, aby mówić o jej upodobaniach – rzekł wyniośle książę – Twoja wiedza o mym ludzie jest jak kropla w morzu. Wy, Eledhle, nigdy nie pojmiecie Wyższej Rasy. Jesteście zbyt ograniczeni, a wasze umysły nie są w stanie przyjąć do wiadomości niektórych rzeczy, które dla nas są zupełnie zwyczajne.
-Wybacz, Wasza Wysokość, ale przemawia przez ciebie rasizm.
Oczy Eneara rozbłysły na to oskarżenie.
-Jak śmiesz, Eledhle... – urwał w pół słowa, wpatrując się w coś za plecami Feana.
-Panie, szukałam cię. Zechciałbyś mi może towarzyszyć, właśnie służący wnoszą posiłek...?
Mag nawet nie musiał się odwraca, by rozpoznać ten głos. Była to oczywiście Iliaen poszukująca elfiego monarchy.
Książę uśmiechnął się, podszedł do elfki i złożył jej głęboki ukłon, przykładając dłoń do serca, a następnie pocałował powietrze nad jej prawą dłonią. Kiedy się wyprostował to Iliaen skłoniła się lekko.
-Elna Iliaen, eno l’ames dhellen o ni ven mire fualle – przemówił książę w ojczystym języku, a elfka odparła:
-Vean Vile Enear, mire l’ames d’ellen o ni mae.
Uśmiechnięty wciąż Enear podał jej ramię i odeszli. Fean, który nie bardzo wiedział, co dalej mam robić, po prostu usiadł opierając się o pień drzewa i dalej przyglądał się zabawie.
Święto trwało długo, aż do samego rana. Fean zmęczony przeżyciami usiadł na ziemi i nie wiadomo kiedy, zasnął...


Biegł przez korytarze. Na ścianach płonęły obrazy. Wyobrażenia artysty o raju... Pochłaniał je pomarańczowo niebieski ogień zazdrości... Ogień zemsty. Płonął pożerając wszystko co napotkał. A Fean biegł...
Była noc. Niebo rozświetlone gwiazdami i cienkim sierpem miesiąca wyglądało naprawdę malowniczo. Ulice miasta otulała, gęsta mgła, unosząca się od portu do samego zamku. Fean cicho przebiegł między domami.
-Septrum - szepnął i pobiegł dalej.
Dzięki zaklęciu widział dokładnie, mimo iż wszystkim innym mgła utrudniała nawet poruszanie się. Zamek położony był w samym centrum miasta. Otaczał go wysoki mur, na którym stacjonowała straż. Lecz dla maga nie stanowiło to problemu. Wypowiadając kolejne zaklęcie, znalazł się już za murem. Wystarczyło teraz postępować zgodnie z zaplanowaną intrygą.
Nagle w cieniu jednego drzewa pojawił się strażnik. Z pewnością nie zauważył Feana, ale on wolał nie ryzykować. Podszedł do niego, spowity magicznym całunem nocy i wypowiedział zaklęcie. Gwardzista jęknął, a gałki oczne przewróciły mu się białkami do góry. Całe ciało jęły przechodzić bolesne skurcze, a wnętrzności palić. Mężczyzna zaczął drżeć, ale nie mógł wołać o pomoc. Skóra na nim zaczynała powoli parować i skwierczeć, a po chwili znikać.
Fean wciąż z uśmiechem, przemierzał już sale zamku. Przy niektórych miejscach zatrzymywał się i zostawiał na ścianie magiczny znak. Doszedłszy na samą górę, usiadł na ziemi i skupił się. Po chwili zamek stanął w płomieniach. Mag otworzył oczy pełne nienawiści, zwykle koloru nieba, teraz odbijały krwawe płomienie.
-Nnnieee! Błagam! Oszczędź choć mojego syna! - krzyczała starsza, gruba kobieta, w pięknie haftowanej koszuli nocnej i czepcu – królowa - Zostaw choć jego!
Fean zamachnął się i uderzył ją w twarz ręką w ciężkiej metalowej rękawicy. Kobieta krzyknęła, a po jej policzku zaczęła spływać krew, mieszając się z łzami.
-Wiesz po co przyszedłem... - powiedział spokojnie - Nie będzie dziedzica. Nie będzie króla. Nie będzie królowej.
Kobieta rozpłakała się i przytuliła do siebie płaczące niemowlę.
-Nie wiem o co ci chodzi - powiedziała dukając i dławiąc się łzami - Nie zrobiliśmy nic złego! Dobrze rządzimy!
Fean uśmiechnął się sardonicznie:
-I o to właśnie chodzi. Za dobrze. Stanowicie z a g r o ż e n i e dla mojego króla, który jest największy spośród wszystkich! A ostatnio słychać było tylko o waszym królestwie...
Kobieta przestała płakać.
-Więc to chodzi o zazdrość? – prychnęła - Ten Raer jest bardziej zakochany w sobie niż myślałam, choć to tylko zwyczajny dureń, przybłęda i nieuda...
Królowej nie było dane skończyć, gdyż ponownie dostała w twarz. Upadła na podłogę i wypluła krew.
-Nigdy nie mów tak o moim władcy! - krzyknął mag, a jego oczy wyrażały skrajną wściekłość. Chwilę ciężko oddychał, ale kiedy uspokoił się uśmiechnął się krzywo i powiedział - Nie chcę cię osobiście zabijać, choć sprawiłoby mi to najwyższą radość. Sama zginiesz, pochowana w swoim ukochanym zameczku.
Wyszedł z sypialni, zamknął drzwi i dodatkowo zabezpieczył pokój barierą. Wokół szalały płomienie.
Fean pobiegł do kolejnej sypialni, nie zwracając uwagi na okropne krzyki i skomlenie dziecka. Ważny był jego władca i jego rozkaz. Nie można mieć było własnych uczuć, jeśli tego zabronił. Uczuć nie, ale sumienie po latach powracało...


Fean obudził się przerażony. Wciąż leżał na mokrej trawie, pod wielkim dębem. Rozejrzał się, zacisnął zęby i zamknął oczy. Krzyknął i uderzył pięścią o twardą korę drzewa. Po jego policzkach popłynęło kilka łez. Mag bezsilnie oparł się o drzewo i pustym wzrokiem wpatrywał w dopiero co wschodzące słońce koloru płomieni.
Znowu. Znowu nocą przeżywał po raz drugi wszystkie te okropne wydarzenia z przeszłości. Zło, którego doświadczył, ale i to, które sam czynił. Tyle śmierci... Tyle zniszczenia... Jego życie było stracone. Jeśli po śmierci istnieje może coś takiego jak niebo, to on na pewno tam nie trafi.
W jego pamięci niewiele było radosnych, miłych wspomnień. Prawie wszystkie były natomiast smutne... Zachował pamięć o zdarzeniach, kiedy to został skrzywdzony, kiedy kolejno umierały lub odchodziły bliskie jego sercu osoby. Ale znacznie lepiej pamiętał zło, które sam wyrządził. Tylu ludzi za jego sprawą zginęło, cierpiało...
Dość! Fean przyłożył dłonie do skroni. Nie będzie teraz wspominał. Nie ma sensu rozpamiętywać tego, co się już wydarzyło i nie może się zmienić. Bez względu na to, ile koszmarów nocnych o przeszłości nawiedzi go we śnie.
Aby odciągnąć swą uwagę od tych nieprzyjemnych myśli, Fean zaczął uważnie rozglądać się dookoła. To, co zobaczył nie zachwyciło go bynajmniej. Polana, na której jeszcze kilka godzin temu odbywało się jedno z najważniejszych elfickich świąt, przedstawiała sobą teraz naprawdę żałosny widok. Niektóre stoły były poprzewracane, a pod wszystkimi bez wyjątku leżały pijane w sztok elfy. Zresztą nie tylko pod stołami. Były dosłownie wszędzie. Najbliższy z nich leżał nieprzytomny zaledwie kilka kroków od maga.
Feana zaszokował jednak widok elfek pijanych na równi z mężczyznami. I to mają być te wspaniałe, dostojne, szlachetne elfy, ta najwyższa ze wszystkich ras? Chyba pod jednym względem nie przewyższają ludzi, a raczej są znacznie gorsze. Cóż, pod względem picia. Ta ich wódka musi być naprawdę mocna.
Na trawie walały się resztki jedzenia, puchary i skorupy porozbijanych naczyń. Z nagich gałęzi drzew zwieszały się posępne resztki lampionów. Obrazu dopełniał przewrócony tron królowej Rinnien.
Fean nagle zapragnął jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Widok elfów w takim stanie bardzo go przygnębił.
Wstał i ruszył w stronę pałacu. Przynajmniej będzie miał czas, aby się spakować przed wyjazdem. O ile elfy do jutra wytrzeźwieją, a szczerze w to wątpił...

komentarze [7]

Rozdział 5 "Magiem...?">> piątek, 4 lipica 2008 15:06:00
Potok płynął szybko, meandrując między drzewami. Na wodzie unosiły się brązowe, czerwone i żółte liście. Często nad brzegiem przesiadywały elfy śmiejąc się i bawiąc. Mała piaszczysta plaża była miejscem odpoczynku i relaksu. Lecz teraz, kiedy było już zimniej, elfy rzadko przychodziły nad wodę. Wolały spędzać czas w sadzie, gdzie zbierały dojrzewające owoce.
Ale mimo późnej pory roku, ktoś przyszedł nad szemrzący
strumień. Była to istota rzadko widywana w tych stronach - człowiek. Podziwiał
okolicę, rozglądając się ciekawie.
Usiadł na powalonym pniu, podpierając podbródek rękami. Palcem dotknął wody i wzdrygnął się. Była bardzo zimna, mimo że słońce mocno przygrzewało. Uśmiechnął się i spojrzał spod przymkniętych powiek na niebo, które zdawało się odzwierciedlać kolor
jego oczu.
Lecz po chwili posmutniał i zaczął wpatrywać się w niewidoczny punkt na wodzie. Sprawiał wrażenie pogrążonego w myślach, a może wspominającego jakieś wydarzenia z przeszłości.
Wtem usłyszał cichy głos zza swoich pleców:
-Eledhle...Hm...Fean?
Mag od razu domyślił się, kto to, choć nie spodobało mu się zbytnio, że na początku został nazwany niezbyt uprzejmym elfickim określeniem ludzi.
-Witam, pani- powiedział nie odwracając się nawet.
-Chciałam ci pogratulować wygranej. Elevan jest świetnym
szermierzem, a ty pokonałeś go brawurowo, choć może niezupełnie zgodnie z zasadami pojedynków.
Jak na Iliaen była to bardzo szczera i wylewna pochwała, a więc tym bardziej wartościowa, niż gdyby wypowiedział ją ktoś inny.
-Dziękuję. To wszystko, co chciałaś mi powiedzieć?
Iliaen nie spodobało się aroganckie zachowanie Feana.
-Nie- odpowiedziała swoim zwykłym zimnym tonem, ale potem zreflektowała się i dodała już cieplej- To ja zabiłam wczoraj Glörga.
-Ach...To tak nazywa się ten okropny stwór - uśmiechnął się mag, ale wciąż nie odwracał głowy - Wiedziałem, że to byłaś ty...
-Nie zastanawia cię jak dostał się on na tereny pałacu?- Iliaen coraz bardziej denerwowała się przebiegiem rozmowy. Ktoś, kto znałby ją dobrze, szybko by to zauważył po jej nieco zmienionym tonie głosu, ale jej obecny rozmówca nie mógł o tym wiedzieć. Fean, mimo wszystko jednak zaniepokojony tą nagłą zmianą nastroju, odwrócił się w końcu.
-Och, jak to miło, że raczyłeś zaszczycić mnie swoim spojrzeniem - powiedziała Iliaen z ironią. Mag skrzywił się.
-Właśnie, co ze strażą?- Zmienił temat.
Iliaen podeszła i usiadła obok niego, nadal jednak była sztywno wyprostowana, nie rozluźniła się ani trochę. Nawet siedząc na pniu w lesie i w męskim stroju wyglądała jakby znajdowała się na jakiejś uroczystości.
-Nie mam pojęcia dlaczego jej tam nie było. Jestem pewna, że moje rozkazy były jasne. Wydałam je już dawno, zawsze były wypełniane wzorowo. Musiało stać się coś złego...
Po stwierdzeniu doradczyni królowej zapadła cisza. Fean nie miał pojęcia, co odpowiedzieć. Nie znał się na takich sprawach i pierwszy raz słyszał o rasie takiej jak Glörgi.
-Kim właściwie są te stwory…Glörgi…? – Zapytał w końcu, chcąc podtrzymać rozmowę, a i czegoś nowego się dowiedzieć. Elfka chwilę milczała, aż wreszcie odrzekła:
-Glörgi zazwyczaj żyją daleko od jakichkolwiek cywilizacji, a już na pewno jak najdalej od elfów. Instynktownie boją się nas. Zwykle są nieco mniejsi od tego, który pojawił się wczorajszej nocy. Mają niesamowicie grubą i twardą skórę pokrytą pęcherzami. Odznaczają się olbrzymią siłą, ale zazwyczaj nie potrafią jej wykorzystać, a to dlatego, iż, hm, nie są zbyt inteligentni i bystrzy. Dla mnie są po prostu innym gatunkiem zwierząt. Nie sądzę, by kiedykolwiek jakiemukolwiek z nich udało się sformułować jakąś logiczną myśl.
-Nie ma żadnych specjalnych technik walki z Glörgami?
-Skąd – prychnęła Iliaen – Wystarczy zwykły miecz, byle na tyle ostry, aby mógł przebić skórę Glörga. Chociaż ty chyba nie zamierzałeś z nim walczyć – spojrzała na Feana badawczo. Ten tylko wzruszył ramionami. Elfka nie spuszczała z niego przenikliwego wzroku.
-Uciekłeś.
-To najlepsza strategia – odparł z uśmiechem – Nie muszę walczyć, więc ani mnie, ani nikomu innemu nic się nie stanie.
Iliaen zmarszczyła brwi.
-Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że zawsze tak robisz. Nie wiesz, co to honor?
Mag nic nie rzekł. Nie znalazł dobrej odpowiedzi na takie oskarżenie. Bo jak wytłumaczyć takiej osobie jak Iliaen, że nienawidzi walki, przelewu krwi i zabijania? Że dość już dotychczas w swoim życiu uczynił złego? Ona by tego nie zrozumiała, nawet jeśli – jak na nią – była dziś bardzo otwarta i rozmowna. Jej duma nie pozwoliłaby jej pojąć jego pobudek. To, w jaki sposób wcześniej trenowała, świadczyło, że nie miałaby najmniejszych skrupułów przed zabiciem wroga, a także, że niejeden raz już to zrobiła.
Cisza, która zapanowała po ostatniej wypowiedzi doradczyni królowej stawała się coraz bardziej niezręczna. Elfka wbijała ostre spojrzenie w maga, ale zdawała się nie oczekiwać odpowiedzi.
-Słyszałem, że elfy obchodzą niedługo jakieś święto…? – Odezwał
się w końcu Fean, nie mogąc dłużej znieść napięcia i wybierając pierwszy temat, który przyszedł mu do głowy.
-Tak. Aemonthea, Święto Końca Jesieni. Jedno z najważniejszych w roku, ustępuje tylko Eanthel’h, Świętu Życia, dla Eledhle Świętu Wiosny.
-Jestem ciekaw jak wyglądają elfickie uroczystości. Nigdy nie uczestniczyłem w żadnej z nich.
-I nie będziesz. Eledhle nie mają wstępu na nasze święta.
-Nie…?
-Nie. Chyba, że elf należący do elity wystosuje zaproszenie. Zresztą to prawo istnieje chyba tylko po to, by złagodzić i tak już napięte stosunki między ludźmi a elfami.
Mężczyzna nie wiedział, co odpowiedzieć. Znów zapadła krępująca cisza. Tym razem jednak to Iliaen ją przerwała.
-Chciałbyś pójść na Aemnothea? – Zapytała cichszym głosem niż dotychczas.
-Oczywiście, że tak.
-Dlaczego?
-To byłoby wspaniałe doświadczenie. Jak sądzę, byłbym pierwszym nie-elfem uczestniczącym w takiej uroczystości. Kiedy w moim państwie studiowałem księgi, natrafiłem na parę wzmianek o elfach. Nie było tego dużo, ale wystarczyło, abym skrycie zapragnął poznać twoją, pani rasę. Zawsze fascynowało mnie to, co nieznane.
Elfka chwilę milczała, jakby rozważając to, co usłyszała.
-A więc dobrze – odezwała się w końcu – Masz moje zaproszenie.
Zaskoczony Fean nie wiedział, co powiedzieć. Iliaen była ostatnią osobą, od której spodziewałby się usłyszeć taką ofertę. Kiedy w końcu otworzył usta, aby podziękować, elfka uniosła dłoń do góry.
-Nic nie mów. Nie chcę słyszeć niczego więcej na ten temat. A zresztą muszę już iść – wstała – Quel’en, Fean.
Uniosła prawą rękę, następnie położyła ją na sercu i skłoniła głowę. Był to rytuał pożegnalny elfów. Odpowiednim odzewem ze strony Feana powinno być skłonienie się z prawą dłonią przyłożoną do piersi, a lewą uniesioną wnętrzem w stronę Iliaen. Mag jednak nie znał skomplikowanych obyczajów elfów i tylko skinął elfce głową.
Iliaen odwróciła się i zrobiła kilka kroków z zamiarem odejścia, lecz nagle zatrzymała się, jakby przypomniała sobie coś jeszcze, co chciałaby powiedzieć. Spojrzała na maga przez ramię i zapytała:
-Hm, Fean? Chciałabym jeszcze zadać ci jedno pytanie.
-Tak?
-Dlaczego odrzuciłeś miecz podczas walki z Elevanem? Przecież to było szaleństwo z twojej strony.
-Nie był mi potrzebny – uśmiechnął się.
-Nie był ci potrzebny…?
Uśmiech Feana pogłębił się jeszcze.
-Jak się jest magiem, to nie musi się używać broni.
Elfka nie mogąc najwidoczniej zachować kamiennej twarzy ani zapanować nad zdziwieniem, otworzyła szeroko oczy.
-Magiem…?

UWAGA: Proszę o opinie o poprawionej wersji prologu!!

komentarze [8]

Rzdział 4 "Walka i Miecz">> wtorek, 22 kwietnia 2008 23:53:15
Fean zerwał się ze snu. Znów nawiedziła go przeszłość, o której wolał zapomnieć. Przed oczami przesuwały mu się twarze niewinnych ofiar zemsty króla, ludzi zabitych jego magią. Wstał z łóżka. Tej nocy już nie zaśnie. Wspomnienia były zbyt wyraziste. Wyszedł z pokoju. Drogę do ogrodu znał już na pamięć, prawie każdą noc spędzał spacerując krętymi ścieżkami, wijącymi się pośród wysokich drzew. Od kiedy przybył do kraju elfów, przeszłość powracała co noc.
Wiał wiatr. Liście szeleściły pod stopami. Wszystko skrywał mrok, chmury przesłoniły księżyc i gwiazdy. Mag czuł dziwne pobudzenie, przemieszane z odrobiną niepokoju. Nie mógł rozpoznać, gdzie się w tej chwili znajduje. Wtem rozległ się przenikliwy głos jastrzębia. Fean poczuł muśnięcie piór ptaka na policzku. Zaniepokojony odwrócił się, ale ptaka już nie było. Zobaczył szkaradnego potwora. Istota przewyższała go o ponad głowę. Przypominała człowieka, jednak bardzo grubego, zbudowanego chyba wyłącznie z samych mięśni, ścięgien i kości. Wielki łeb przybierał odcienie to purpury, to fioletu, a czasem nawet niebieskiego, jakby stwór długo wstrzymywał oddech. Całą jego skórę pokrywały pęcherze. Patrzył na maga przekrwionymi oczyma, o drapieżnym i głodnym spojrzeniu. Fean ani chwili nie wątpił, że szkarada rozszarpie go jednym ruchem, a potem pożre ze smakiem. Cofnął się o krok. Smród, jaki wydzielał stwór przyprawiał o mdłości. Fean zrobił kolejny krok w tył, odwrócił się i zaczął uciekać. Słyszał, jak potwór parsknął i rzucił się za nim w pościg. Mag przyspieszył, klucząc między drzewami. Miał nadzieję, że zgubi potwora; nie wyglądał on na zbyt inteligentnego i magowi mogło się udać. W pewnej chwili zorientował się, że nie słyszy za sobą już odgłosu ciężkich kroków i sapania. Zatrzymał się. Dookoła panowała kompletna cisza. Potwór zniknął. Nic nie wskazywało na to, że jeszcze przed chwilą go gonił. Teraz wydał się Feanowi jedynie złudzeniem. Wtem rozległ się straszliwy, zachrypły krzyk. Krzyk pełen bólu i nienawiści, przedśmiertelny krzyk okropnej istoty. A więc nie był tylko złudzeniem. Fean zadrżał.

***

Iliaen właśnie miała kłaść się spać. Już gasiła lampę, kiedy do jej nozdrzy dotarł straszny smród. Znieruchomiała. Tak śmierdzieć mógł tylko Glórg. Bez wahania, nawet nie troszcząc się o to, że jest w samej tylko cieniutkiej koszuli nocnej, zdjęła z szafy miecz i wybiegła na balkon. Wyciągnęła go z pochwy, odrzucając ją za siebie. Gdzieś między drzewami majaczył czyjś jasny strój. Elf cofnął się kilka kroków, a potem odwrócił się i zaczął uciekać. "Cóż za nierozsądne posunięcie." pomyślała Iliaen. "W ten sposób tylko rozjuszy Glórga a, a ten szybko go dogoni.". Kiedy mężczyzna przebiegał pod jej tarasem dojrzała jasną czuprynę. No tak, to z pewnością ten ludzki posłaniec. Elfka bez wahania skoczyła na ziemię, pewnie lądując na ugiętych nogach. Krzyknęła, by zwrócić uwagę stwora. Obrócił się ruszył na nią. Iliaen usunęła się z jego drogi. W miejscu, w którym jeszcze przed chwilą stała, zdezorientowany potknął się o własne nogi i upadł. Elfka cmoknęła z niesmakiem, a potem przyskoczyła doń i wbiła klingę w serce potwora. Jej miecz był na tyle ostry, że przebił potężną skórę za jednym cięciem. Glórg wydał z siebie straszny ryk. Iliaen wyciągnęła ostrze i przecięła mu tętnicę szyjną. Krzyk zamarł, a krew buchnęła z rany potężnym strumieniem, brudząc na czerwono jedwabną koszulę nocną kobiety. Otarła klingę i ze spokojem wróciła z powrotem pod swój balkon. Najpierw wrzuciła nań miecz, a potem zwinnie podciągnęła się na rękach. Już po kilku minutach leżała w łóżku, zmieniwszy przedtem strój nocny i schowawszy miecz.

* * *
Fean oglądał popołudniowe ćwiczenia elfickich garnizonów. Z jednej strony trenowały oddziały niższej rangi, strzelając z łuków do tarcz, rzucając oszczepami i ćwicząc z nauczycielami szermierkę. Z drugiej natomiast ćwiczyły pierwsze drużyny. Wyzywali się wzajemnie na pojedynki, walczyli z koni i strzelali do wystrzelonych w powietrze celów. W pobliżu kapitanowie obmyślali strategie, a odziały ustawiały się w skomplikowane formacje.
Za miejscami treningowymi wojska znajdowały się pola, na których ćwiczyły wolne jednostki. Każdy mógł przyjść i powalczyć. Tam trenowała właśnie Iliaen. Szybko i w spokoju, obcinała głowy, przecinała na pół, ruchome kukły. Jej miecz był tak cienki, że wydawał się być z papieru, ale ostrością na pewno go przerastał. Na klindze widniały drobne, jakby wykonane igłą runiczne napisy, ale nikt ich nie dostrzegał, a Iliaen wydawały się tylko ozdobnikami. Ostrze wykonano z dziwnego stopu niewiadomych metali, niektórzy powiadali, że było to legendarne, twarde jak stal, księżycowe srebro. Lecz sama właścicielka przeczyła jakoby była to prawda, gdyż miecz wykuł zwykły płatnerz mieszkający w lesie, a nie jakiś elficki mistrz. Nikt jej nie dowierzał i wiele razy próbowano znaleźć owego twórcę, ale nikomu się nie powiodło. Rękojeść była ,równie gładka i błyszcząca jak ostrze. Wtopione w nią były mocne skórzane pasy, by ręka się nie ślizgała i dobrze leżała. Jelec natomiast był drobny, ale bardzo ozdobny. Srebro przeplatało się z masą perłową i kością. Głowicę zdobił kryształ. Przezroczysty jak czysta woda, gładki jak lita skała, a w jego wnętrzu świeciły kolorowe iskierki odbitego światła słonecznego.
Niektórzy mówili iż był zaczarowany, lecz były to tylko plotki, a elfka swoją wspaniałą szermierką tworzyła jedyną magię.
Fean spostrzegł w końcu elfkę. Podziwiał jej szybkie i zwinne ruchy. Iliaen pchnęła mieczem od przodu jedną z kukieł, prosto w miejsce, gdzie zwykle znajdowałoby się serce. W prowiozrycznym nakryciu pozostał cieniutki ślad. Wczoraj w nocy taki sam został w potworze, który zaatakował maga.

Iliaen trenowała. Już dawno nie miała na to czasu, przez obowiązki doradczyni. Ale teraz kiedy kara na nią spadła, miała przerwy jak inna służba. „Może to nawet nie tak źle, że zostałam na jakis czas zdegradowana. -pomyślała obcinając kolejną słomianą głowę- Bez tej ciągłej pracy jest mi o wiele lżej” W końcu usiadła by odpocząć. Słońce delikatnie grzało w twarz, aż chciało się uśmiechnąć. Lecz nagle elfka usłyszała, jak ktoś do niej podchodzi. Otworzyła oczy i zobaczyła nadchodzącego ku niej ludzkiego posłańca. Skrzywiła się lekko, ale teraz podczas odpoczynku, mogła pozwolić sobie na rozmowę.
-Witaj droga Iliaen- powiedział uśmiechając się.-Nie będę ci zajmować dużo czasu, gdyż wybieram się nad potok. Chciałem tylko podziękować za uratowanie.
Iliaen zdziwiła się gdyż z początku nie wiedziała o co mu chodzi, lecz zraz potem przypomniała sobie noc.
-Nie wiem o co ci chodzi.-skłamała z obojętnym wyrazem twarzy.
-O tego wielkiego stwora- mag uśmiechną się szerzej.-Kiedy wróciłem zobaczyłem na jego ciele taki sam ślad jaki pozostawia twój miecz.-pokazał ręką na porozrzucane kukły.
-Wiele mieczy zostawia taki ślad.-odpowiedziała elfka.-Musisz komuś innemu podziękować.
Lecz żaden miecz nie zostawiał podobnych cięć i Fean wiedział o tym.
-No trudno. Poszukam więc innym razem swego wybawiciela.-zaśmiał się, wstał i odszedł.
Iliaen westchnęła i oparła się.
-Czemu skłamałam?-zapytała samą siebie.

Fean szedł uśmiechając się. Mijał właśnie dwóch pojedynkujących się efów. Jeden widocznie przegrywał. Ledwo nadążał z parowaniem ataków drugiego. Mag przystanął i zaczął się przyglądać. W końcu wygrał ten który od samego początku miał przewagę. W chwale podniósł wysoko miecz. Był to elf ciemnowłosy, o dość szerszych ramionach niż przeciętny. Oczy miał zielone, szybko obserwujące wszystko dookoła. Nagle spojrzał na Feana.
-Ty będziesz następny!-powiedział potężnym głosem, dziwnie akcentując słowa i wskazał mieczem na znieruchomiałego maga.-Jesteś tu obcy, a Elevan nie pozwoli przebywać tu obcym.
Fean nie wiedział co powiedzieć. W końcu podszedł do niego elf, który uprzednio walczył z Elevanem i wręczył mu miecz. Kiedy mag poczuł w rękach zimno stali, oprzytomniał. Lecz było już za późno.
Wysoki elf stanął w pozycji wyjściowej naprzeciwko Feana. Ktoś z tłumu, który zebrał się dookoła, uderzył w gong i walka się zaczęła. Przeciwnicy okrążali się nawzajem lecz nie trwało to długo gdyż Elevan od razu zaatakował. Ciął tak szybko, że już wydawało się, że zrani maga i walka będzie skończona. Ale Fean odskoczył w tył, nawet się nie wahając. Ktoś z tłumu westchnął głośno. Fean obrócił się by spojrzeć, lecz właśnie w tej chwili elf znów zaczął ofensywę. Mag ponownie się uchylił nie odnosząc żadnych uszczerbków.
Powtórzyło się to wiele razy. Atak. Unik. Atak. Unik.
-Zaatakuj go wreszcie!-krzyknął ktoś.
Fean zamiast tego rzucił miecz. Elevan zamarł w pół ruchu.
-Poddajesz się?-zapytał z szerokim uśmiechem.
-Nie- odpowiedział mag z jeszcze większym.
Natychmiast podbiegł do elfa. Ten ciął, ale natrafił na powietrze i siła uderzenia pociągnęła go za sobą. Fean wykorzystał ten moment i uderzył go prostą ręką w tył szyi. Elevan zasyczał z bólu i rozluźnił rękę na mieczu, ale nie zdążył nic więcej zrobić gdyż nie wiadomo jak, jego broń znajdowała mu się teraz pod gardłem. Trzymał ją mag.
-Wygrałem.-powiedział poważnie, rzucił miecz na ziemię i poszedł.
Elevan patrzył na odchodzącego obcego z nienawiścią w oczach. Tłum rozszedł się. Wyszła z niego Iliaen, patrząc na odchodzącego ludzkiego posłańca z podziwem.

komentarze [17]

Rozdział 3 "Śpiew">> sobota, 1 marca 2008 17:31:12
Iliaen spała. Podczas snu jej twarz była zupełnie odmienna niż zazwyczaj. Nie przesłaniała jej kamienna maska obojętności, dumy i wyniosłości. Przybrała wyjątkowo łagodny wyraz; lodowate spojrzenie było skryte pod powiekami. Kąciki jej ust uniosły się lekko w delikatnym, ulotnym uśmiechu. Jakby wyczuwszy to, elfka odruchowo ściągnęła je. W tej chwili otworzyła oczy. Sen zniknął, ulotnił się. Iliaen przez chwilę wytężała pamięć, usiłując sobie przypomnieć, o czym śniła. Próby te nie przyniosły owoców. Pozostało tylko uczucie, że było to coś niewyobrażalnie pięknego, bo niewiele jest rzeczy, które potrafiłyby wywołać uśmiech na tej twarzy. Westchnęła z żalem. Odrzuciła satynową pościel i energicznie wstała. Biała koszula nocna z krótkimi rękawami opadła jej do stóp.
Komnata, którą zamieszkiwała była dość dużym pomieszczeniem w kształcie kwadratu. Meble były wykonane z jasnego drewna. Wspinały się po nich drewniane pędy rośliny podobnej do bluszczu. Gdzieniegdzie wyglądał niewielki kwiat, kształtem przypominający lilię. Na białych ścianach nie było żadnych obrazów ni gobelinów. Tylko pod sufitem był pas fresku, w którym dominował motyw liści i kwiatów. Na ścianie przeciwległej do drzwi było tylko pozbawione drzwi i szyb wyjście na balkon. Wisiały w nim jedynie białe, muślinowe firany, powiewając lekko przy każdym podmuchu wiatru. Za łóżkiem stała jeszcze toaletka, szafa o dziwnym, zwężającym sie ku górze kształcie i parawan w kącie. Przy przeciwległej ścianie ustawiono duży, biały fotel wymoszczony pięknie haftowanymi poduszkami. Dalej stały regały po brzegi wypełnione książkami i biurko. Na czyściutkim blacie leżała tylko samotna kartka papieru i kałamarz wraz z gęsim piórem. Iliaen podeszła do mebla i ze smutkiem musnęła pergamin palcami. Miała zwyczaj zapisywania swych snów pod postacią wierszy. Lecz tego dnia żaden nie powstanie…
Odsunęła firanę i odetchnęła świeżym powietrzem. Czuć było zapach jesieni. Liście na drzewach przybierały jesienne barwy, by potem opaść lekko na ziemię, tworząc barwne dywany. Kilka z nich leżało na mozaikowej posadzce balkonu. Iliaen wyszła na taras. Smukłe brzozy pochylały nad nią swe zielonożółte gałęzie, jakby chcąc ogarnąć ja ramionami. Za plecami elfki wschodziło słońce. Dookoła panowała cisza, przerywana tylko od czasu do czasu pogwizdywaniem ptaków. Ni żywej duszy. Wszyscy zamieszkiwali przeciwlegle skrzydło pałacu, za co Iliaen była im głęboko wdzięczna. Oparła się o barierkę. Zerwała niewielką gałązkę z wciąż zielonymi listkami. Mimowolnie zaczęła ją obracać między palcami, jakby się nią bawiąc. To był piękny, ciepły poranek. Pieśń wypłynęła jej na usta. Słowa i melodia same się układały. Już po chwili przestała dostrzegać cokolwiek dookoła. Melodia wypełniała cala dusze elfki, wprowadzając ja w trans. Jej głos stopniowo przybierał na sile. Wtem w ten cudowny świat wdarł sie obcy dziwek. Odgłos kroków, któremu towarzyszył szelest liści poruszanych stopami idącego. Pieśń zamarła na ustach kobiety wpół nuty. Iliaen otworzyła oczy i powoli odwróciła głowę w stronę, z której dobiegało brzmienie kroków. Na krętej ścieżce miedzy drzewami stał jasnowłosy posłaniec króla ludzi. Uśmiechał się, jak zwykle zresztą.
-Pozdrowienie, pani. – przywitał ją unosząc dłoń – Doprawdy pięknie śpiewasz. Chwile stała nieruchomo, nie mogąc sie odezwać. Rumieniec okrył jej twarz purpurą. Odwróciła się gwałtownie i prawie biegiem przemierzyła balkon, by po chwili zniknąć w sypialni. Fean tymczasem ruszył dalej, kontynuując swój spacer. Wtem nadepnął na malutką gałązkę z kilkoma listkami. Schylił się i podniósł ją. Uśmiech na jego twarzy pogłębił sie. Schował roślinkę do kieszeni i podjął wędrówkę. W uszach wciąż dźwięczała mu cudna pieśń. Nie mylił sie – doradczyni królowej była posiadaczką doprawdy niewiarygodnie pięknego głosu…

***

Podczas śniadania Iliaen nawet nie dotknęła widelca. Siedziała na krześle sztywno wyprostowana z chłodnym spojrzeniem i nieruchomą twarzą. Tymczasem Fean zajmujący miejsce obok niej stanowił dokładne przeciwieństwo. Jadł z wyjątkowym apetytem i zagadywał wesoło wszystkich przy stole. Był we wspaniałym humorze, nawet jak na niego.
Po posiłku królowa zwróciła sie do Iliaen:
- Nasz nowy gość z pewnością jest zafascynowany pałacem, ponieważ nasza architektura jest całkiem odmienna od ludzkiej i na pewno z przyjemnością zwiedzi zamek. Byłoby miło, gdybyś zechciała go oprowadzić, Iliaen.
Doradczyni obdarzyła władczynię chłodnym spojrzeniem i odrzekła tylko:
- Wedle życzenia, pani.

***

- Znajdujemy się obecnie we wschodnim skrzydle. To tutaj mieszka królowa wraz z dworzanami, ponieważ…
- Dajmy sobie spokój, pani. – przerwał jej Fean - Ani ciebie, ani mnie to nie interesuje. Chciałbym cię prosić, abyś pokazała mi ogrody. Podczas spaceru zauważyłem wiele nieznanych mi gatunków roślin, mogłabyś mi o nich opowiedzieć.
- Wybacz – powiedziała zimno - ale skoro nie interesuje cię pałac, to czuje sie tymczasowo zwolniona z obowiązku zajmowania się tobą.
Obróciła się na pięcie i po chwili znikła za rogiem korytarza, po raz drugi pozostawiając zdezorientowanego Feana samego.

***

Iliaen pochyliła głowę nad czystym pergaminem. Namyślała sie chwilę, po czym zanurzyła pióro w kałamarzu i zaczęła pokrywać arkusz drobnym, odrobinę pochyłym pismem. Opracowywała właśnie przemówienie dla królowej na święto Przesilenia Zimowego, zwanego przez elfy Aemonthea. Westchnęła cicho. Doprawdy królowa mogła sobie znaleźć kogoś innego do tej pracy. Miała przecież mnóstwo innych doradców. Co z tego, ze Iliaen była akurat najważniejszą z nich? Przypomniała sobie właśnie, ze prócz napisania mowy, czekały na nią problemy polityczne, które należało jak najszybciej rozwiązać. I najgorszy z jej aktualnych obowiązków: zajmowanie sie ludzkim gościem. Ciekawe, dlaczego władczyni okazuje mu takie względy…
Ktoś zapukał do drzwi i po chwili ukazał sie służący. Skłonił się przed elfką i powiadomił ją, iż królowa pragnie jak najszybciej widzieć ją w swoim gabinecie. Iliaen skinęła i odprawiła go ruchem reki. Kiedy wyszedł, wygładziła suknię, przeczesała kilkakrotnie brąz włosy i opuszczając komnatę zamknęła ją na klucz.
Przez lata obcowania z władczynią elfów Iliaen nauczyła się rozpoznawać jej nastroje, nawet, gdy ta usiłowała je ukrywać. Kiedy doradczyni weszła do komnaty, która pełniła funkcję osobistego gabinetu królowej, od razu wiedziała, ze kobieta jest wściekła, choć jej twarz z pozoru była spokojna i opanowana. Skłoniła sie, przyciskając dłoń do serca.
- Wezwałaś mnie, pani?
- Tak. – odparła jej wysokość z pozornym spokojem. – Dotarły do mnie niepokojące wieści, Iliaen. Ponoć odmówiłaś naszemu gościowi, Feanowi, tego, o co prosił. Powiedziano mi, ze już dwukrotnie pozostawiłaś go samego, podczas gdy powinnaś go zabawiać. Powierzając ci to zadanie, byłam pewna, ze wykonasz je sumiennie i tak, jak tego od ciebie oczekiwałam. Zawiodłaś mnie, mocno nadszarpnęłaś mój kredyt zaufania do ciebie, Iliaen. Muszę cię ukarać. Rozumiesz mnie, mam nadzieję? Nikomu, ale to nikomu, nie wolno myśleć, iż można ignorować rozkazy królowej. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko na zbliżający się tydzień odebrać ci przywileje płynące z twojej wysokiej pozycji społecznej. Przez najbliższe siedem dni będziesz traktowana jak zwykła elfka, mieszkanka pałacu. Mam nadzieję, iż zrozumiałaś, o co mi chodzi?
Iliaen zacisnęła wargi. Oczywiście, doskonale zrozumiała. Miała być posługaczką, służącą lub, tak zwaną przez ludzi, „dziewczyną na posyłki”. Co za upokorzenie. I to dla niej, która w hierarchii społecznej królestwa elfów stała najwyżej, tuż po samej królowej.
- Tak, pani. – doradczyni chciała odejść, ale zatrzymał ją głos władczyni:
- Od tego momentu zwracaj się do mnie „wasza wysokość”.
Spojrzenie błękitnych oczu, którym Iliaen obrzuciła królową, można by przyrównać do lodowego oceanu, w którym dodatkowo kryły się ostre szpile.
- Tak, wasza królewska wysokość. – chłód jej głosu dorównywał chłodowi spojrzenia.
Odwróciła się i wyszła. Służący i dworzanie, którzy się na nią natknęli odchodzili szybko, przestraszeni jej spojrzeniem.




komentarze [15]

Rozdział 2 - "Przeszłość">> niedziela, 11 listopada 2007 20:29:23
Na pustym dziedzińcu stał mały chłopiec. Miał długie blond włosy związane w kucyk. Kilka kosmyków opadały na błękitne oczy wpatrzone w wielką wieże. Tam zasiadywał najpotężniejszy mag w królestwie. Chłopiec zawsze chciał zostać nim, jednak każdy odradzał mu to zajęcie. Chłopiec nie miał w sobie dużo magii i do tego był jeszcze taki słaby. Nie potrafił nawet unieść miecza. Nagle na dziedziniec wbiegła dziewczynka. Podbiegła do chłopca i chwyciła go za ręce.
-Fea!- Powiedziała patrząc mu prosto w oczy. - Czemu nie idziesz nad rzekę? Są tam wszystkie dzieci!
Mały Fean odwrócił wzrok i przyglądał się teraz starej kostce brukowej.
-A czemu cię tam nie ma...-zapytał cicho.
-Dziewczynka ścisnęła jego ręce jeszcze mocniej.
-Przyszłam tu po ciebie! Zawsze siedzisz sam, nigdy się nie uśmie...-na chwilę przestała mówić. Puściła Feana i chwilę mu się przyglądała, po czym jedną ręką odwróciła mu twarz, tak, że chłopiec mimowolnie musiał patrzeć w oczy dziewczynki.-Uśmiechnij się proszę.
Fean zastanowił się nad tą prośbą, lecz po chwili zamknął oczy i odskoczył do tyłu.
-Proszę, zostaw mnie.-powiedział cicho i pobiegł w kierunku lasu. Na pustym dziedzińcu stała teraz tylko dziewczynka. Wpatrywała się w oddalającego sie chłopca. W jej oczach były łzy.
Fean tym czasem wbiegł w głąb lasu. Cały czas myślał o tym co powiedziała mu dziewczynka. Usiadł, opierając się o gruby pień pobliskiego drzewa. Wyjął z kieszeni talizman. Jedyne co mu zostało po zmarłych dawno rodzicach. Był to złoty krążek z czerwonym kamieniem po środku. Właścicielowi miał przynosić szczęście. Na myśl o tym Fean rzucił go przed siebie. Talizman odbił się od jednego z drzew i cicho opadł na mech. Fean podniósł głowę i przyjrzał się błękitnemu niebu przez korony drzew. Wtem z za krzaków wyszli jacyś ludzie. Byli uzbrojeni. Powoli zbliżali się do Feana, który teraz wstał i próbował uciec. Jeden ze zbirów zatrzymał się i podniósł talizman.
-Ochoho! Chłopiec, który rzuca takimi rzeczami musi mieć z pewnością ich więcej. -odezwał się grubym głosem.
Fean na próżno próbował tłumaczyć, że nic nie ma. Złodzieje zbliżali się do niego z podniesionymi kijami. Fean zamknął oczy i schylił się , czekając na uderzenia śmierci. Wtem usłyszał cienki głos.
-Zostawcie go!
Mężczyźni odwrócili się. Fean przy tej okazji też otworzył oczy, ktoś chciał g obronić. Rzekomym obrońcą okazała się dziewczynka. Stała, trzymając w ręce, krótki miecz. Na jej widok zbiry zaczęli się śmiać.
-Odejdźcie od niego! On nic nie ma!-krzyknęła.
Złodzieje jeszcze bardziej zaczęli się śmiać. Największy z nich, prawdopodobnie szef szajki podszedł do dziewczynki i powiedział:
-Chym, skoro mówisz że on nic nie ma to... Pewnie ty coś masz! Podniósł wysoko swój miecz, bo on jako jedyny posiadał ostrą broń. Dziewczynka jednak nie zlękła się. Jednym szybkim ruchem wbiła miecz w nogę mężczyzny. On, niespodziewający się ataku upadł na ziemię puszczając swój miecz. Zbiry przestały się śmiać i patrzyli teraz na dziewczynkę wzrokiem pełnym nienawiści. Leżąc na ziemi przywódca krzyknął:
-No co się gapicie?! Zatłuc na śmierć tą dziewuchę!
-Fee-Fo!-w końcu Fean zebrał się na odwagę i zawołał dziewczynkę zdrobnieniem jakiego tylko on używał.- Uciekaj! Oni cię zabiją!
Jeden za zbirów, stojących najbliżej uderzył Feana wielką ręką w głowę. Drobny chłopiec stracił przytomność.
Reszta zbirów podeszła do dziewczynki i zaczęli uderzać w nią kijami. Jednak dziewczynka była drobna i uciekała przed atakami. Trwało to nawet kilka minut, ale potem Fee-Fo zaczęła tracić siły. Pierwsze udeżenie trafiło ją w rękę. Było tak silne, że słychać było łamanie się delikatnych kości dziewczynki. Mimo bólu, nie krzyczała. Teraz nie miała już sił uciekać. Kije uderzały ją z wielką siłą, łamiąc kości i tworząc wielkie rany. W tym czasie Fean ocknął się. Kiedy zobaczył ściśniętą grupę zbirów domyślił się najgorszego. Szybko wstał. Nie mógł nic poradzić, nie udałoby mu się uratować Fee. Jednak on wyciągnął ręce przed siebie. Nikt nie zwracał na niego uwagi więc Fean miał czas na skupienie. Z jego palców zaczęły wychodzić ciemne nitki, powoli pełznące ku zbirom. Każda ta nić niesłyszalnie wpełzła na każdego ze zbirów, oplotła się wokół szyi i szybko zacisnęła. Mężczyźni nie wiedzący co się dzieje puścili kije i nerwowo próbowali zdjąć ciemne nitki z szyi, jednak bezskutecznie. Po kolei, powoli opadali na ziemię. W końcu kiedy wszyscy byli martwi Fean podbiegł w tamto miejsce. Z trudem odsunął ciała i kije złoczyńców. Wygrzebał z pod nich ciało dziewczynki. Okrutnie okaleczone i posiniaczone. Zaczął płakać, a jego łzy spadały na zamknięte oczy Fee.
-Czemu to zrobiłaś! Czemu!?- krzyczał przez łzy, przytulając do siebie bezwładne ciało. Płakał cały czas leżąc wśród trupów i przemawiając do martwej dziewczynki.
-Fee-Fo... Dla ciebie... Dla ciebie... Zawsze będę się uśmiechać! Zawsze! Fee...

Fean obudził się gwałtownie. Usiadł na łóżku z przerażoną miną i chwilę oddychał ciężko. Potem, przypominając sobie sen-przeszłość, która wracała co nocy, uśmiechnął się i wyszedł cicho z pokoju.

komentarze [23]

Rozdział1 - "Pierwsze Spotkanie">> sobota, 29 września 2007 15:08:59
Iliaen szła pięknym białym korytarzem w pałacu. Królowa znowu ją wezwała do siebie. Elfka weszła do Sali tronowej- ogromnej, okrągłej komnaty ze smukłymi kolumnami. Naprzeciw drzwi, na tronie siedziała królowa. Była to elfka o długich do pasa, kruczoczarnych włosach, wąskich, acz ładnych ustach i dumnym spojrzeniu piwnych oczu. Iliaen ukłoniła się lekko i powiedziała:
-Wołałaś mnie, pani? Czego ode mnie oczekujesz?
-Strażnicy z pogranicza zameldowali mi przed chwilą, że przybył posłaniec od króla ludzi. Wezwałam cię, abyś asystowała mi przy audiencji, wszak jesteś moją doradczynią.
-Wedle życzenia, pani.- zgodziła się elfka i stanęła po prawej stronie tronu. Drzwi się otwarły i wszedł przez nie jasnowłosy, młody mężczyzna. Odziany był w białe spodnie i koszulę. Na to nałożony miał biały, z niebieskimi pasami przy zapięciu, płaszcz sięgający do samej ziemi. Najbardziej jednak w ni odznaczały się intensywnie niebieskie oczy. Takie same, jak oczy Iliaen…

***

Fean podszedł do tronu, skłonił się i podał królowej zwój. Przypatrywał się jej chwilę, po czym dostrzegł, że jeszcze ktoś stoi obok. Ubrana w skromną, szarą sukienkę, przepasaną tylko szeroką, zieloną szarfą stała elfka niesamowitej urody, o długich, kasztanowych włosach, idealnie prostym nosie i kształtnych wargach koloru wina. Uniósł lekko wzrok i zobaczył piękne, lekko skośne oczy koloru lazuru nieba. Jakże się zdziwił, zobaczywszy je, gdyż on sam miał identyczne. Jednak w oczach elfki był ogromny chłód, przypatrywała mu się z zimnym spokojem. Niewątpliwie przewyższała urodą swą władczynię. Tymczasem królowa skończyła lekturę i powiedziała, zwracając się do kasztanowłosej:
-Iliaen, zajmij się gościem.
-Ależ pani! Jestem tylko twoim doradcą, to nie należy do moich obowiązków.- zaoponowała tamta. Miała miękki, melodyjny głos; Fean pomyślał, że z pewnością elfka cudnie śpiewa.
-To teraz będzie należało.- odparła niezbyt uprzejmie władczyni. Iliaen spojrzała na nią wzrokiem przepełnionym ogromnym chłodem, tak, że królowa aż zadrżała. Potem elfka podeszła do Feana i skinieniem ręki nakazała mu iść za sobą. Wyszli z Sali, a kiedy drzwi się za nimi zamknęły Iliaen spytała:
-Potrzebujesz czegoś, panie? Niewątpliwie jesteś znużony podróżą, może chciałbyś odpocząć?
-Nie, dziękuję. Ale mów mi Fean, Wasza Wysokość.-odrzekł z uśmiechem. Natomiast elfka zmarszczyła brwi i odpowiedziała:
-Nie jestem członkiem rodziny królewskiej, żebyś się tak do mnie zwracał, Feanie.
-To był tylko żart, pani.
-Chodźmy do ogrodu.- zmieniła temat Iliaen. Mężczyzna skinął głową i poszedł za elfką.
W ogrodzie usiedli na białej ławeczce i dopiero tam, jak zauważył mag, jego towarzyszka z lekka się odprężyła. Przyglądał się jej delikatnemu profilowi z zachwytem, nigdy bowiem nie widział istoty tak pięknej, jak Iliaen. Nagle odwróciła twarz i natrafił prosto na jej chłodne spojrzenie. Uśmiechnął się szeroko, lecz ona nie zareagowała. Jakby była z kamienia, pomyślał. Elfka spytała:
-Jesteś pewien, że niczego ci nie potrzeba?
-Nie. Poza towarzystwem.
Iliaen westchnęła i odwróciła wzrok.
-Na mnie nie licz. Nie jestem zbyt rozmowna.
-Nie szkodzi. Wystarczy twoja obecność.
Zmarszczyła lekko brwi, ale nic nie odpowiedziała. Wtedy niebo zachmurzyło się i spadły pierwsze krople deszczu. Fean uśmiehnąl się radośnie i zapytał:
-Lubisz deszcz?
-Kocham.- odparła Iliaen i mimowolnie delikatnie się uśmiechnęła. Jednak szybko przywołała się do porządku i zacisnęła usta.
-Kiedy się uśmiechasz, pani, wyglądasz nieziemsko pięknie.- Fean nie mógł się powstrzymać od komentarza. Jednak zaraz poczuł, że nie była to dobra decyzja, gdyż elfka spojrzała na niego chłodno, powiedziała „Dziękuję" i odeszła szybko. A mag został sam na ławce, lekko uśmiechnięty, wpatrzony w niebo i zalewany strugami zimnego deszczu…



komentarze [10]

Prolog>> środa, 22 sierpnia 2007 11:32:48
Fean siedział w niewielkim pokoju swojej wieży. Czytał jedną z wielu grubych ksiąg, poustawianych w całym pokoju. Nagle rozległo się ciche pukanie do drzwi.
-Proszę- zawołał Fean nie odrywając wzroku od wielkiego tomiska.
Drzwi otworzył służący. Skłonił się dwornie i powiedział:
-Jego królewska mość wzywa cię, panie.
Fean odwrócił wzrok od gęsto wydrukowanych liter i spojrzał, lekko zdziwiony i zaniepokojony na posłańca, po czym odrprawił go szybkim ruchem ręki.
Kiedy drzwi cicho dotknęły framugi,mag zamknął księgę i wstał. Przetarł zmęczone oczy i westchnął. „Kolejny raz...Przecież dopiero co...”-pomyślał wychodząc z pokoju i kierując się ku sali tronowej.
Było to wielkie, kanciaste pomieszczenie, pełne ozdób i przepychu. Ściany zdobiły płaskorzeźby i malowidła. Z wielkich obrazów spoglądali dumni i zwycięscy królowie, oraz rodziny królewskie.
Na marmurowej posadzce odbijały się refleksy światła, zabarwione kolorowym szkłem ze strzelistych witraży.
W tym nawale ozdób, na niewielkim podwyższeniu, stał wyściełany czerwonym aksamitem, złoty tron. Na nim siedział mężczyzna w średnim wieku z wielką, wysadzaną drogimi kamieniami, koroną- symbolem władzy. Spoglądał surowo spod krzaczastych brwi na Feana
który właśnie przemierzał długą salę.
Kiedy mag doeszedł do tronu, uklęknął na jedno kolano i patrząc w podłogę odezwał się:
-Czego pragniesz ode mnie, panie?
Król zakasłał i odpowiedział pokazując zwój zapieczętowany królewską pieczęcią:
-Masz zanieść ten zwój królowej elfów. Pospiesz się.
-Jak sobie życzysz, panie- odrzekł i wziął z rąk króla wiadomość.
Schylając głowę, wstał, ucałował pierścień na królewskiej dłoni i wyszedł z komnaty. Po zamknięciu drzwi, uśmiechnął się kwaśno i westchnął głęboko. Służący podbiegł do niego podając mu tobołek z prowiantem i zaprowadził go do stajni gdzie czekał już osiodłany koń Feana. Mag wsiadł na niego i odjechał.

komentarze [14]

Powitanie>> wtorek, 21 sierpnia 2007 22:41:07
Witajcie! To jest blog z opowiadaniem fantasy, założony przez nas, czyli Aire (znaną z blogów: aire i elwen) oraz Neinoir (szablony-kamakaj, story-about). Historia będzie opowiadała o magu imieniem Fean i elfce Iliaen. Polecamy sie na przyszlosc. Inspiracją do opowiadania i szablonu były oczywiście noc, deszcz i wiatr. A mianowicie razem wyszłyśmy późnym wieczorem na balkon w czasie burzy (na bosaka ;]), Pozdrawiamy!

komentarze [2]